Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowe. Pokaż wszystkie posty

3 sierpnia 2017

#127 Amerykańscy Bogowie-Neil Gaiman

Dziwna, a zarazem przyciągająca. Trudna, a jednocześnie prosta. Ciężka, a tak jakby lekka. O złu i dobru łączących się w jedno. O ludziach i bogach , którzy coraz częściej zapominają o swoich prawdziwych relacjach. Szukasz czegoś osobliwego i niepowtarzalnego - poznaj Cienia i razem z nim wyrusz obrabować bank, a potem na przejażdżkę, żeby uratować mityczny światek.

Po trzech latach spędzonych w więzieniu Cień ma wyjść na wolność. Ale w miarę jak do końca odsiadki pozostają tygodnie, godziny, minuty, sekundy, czuje narastający niepokój. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku, jego żona, Laura, ginie wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach – wszystko wskazuje na zdradę małżeńską. Oszołomiony Cień powraca do domu, gdzie spotyka tajemniczego Pana Wednesday, twierdzącego, iż jest uchodźcą wojennym, byłym bogiem i królem Ameryki. Razem wyruszają oni w niesamowitą podróż przez Stany, rozwiązując zagadkę morderstw, które co zimę są dokonywane w małym amerykańskim miasteczku. Jednak podąża za nimi ktoś, z kim Cień musi zawrzeć pokój... 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Neila Gaimana (nie licząc pośredniego, kiedy to po obejrzeniu "Koraliny" w wieku 9 lat prawie się popłakałam i nie mogłam zasnąć) i powiem szczerze, że nie byłam przygotowana na to, co zaserwuje mi autor. Jest to książka tak oryginalna , tak przemyślana i niepowtarzalnie napisana, że aż trudno uwierzyć, iż to wszystko powstało w umyśle jednego człowieka.Czytając "Amerykańskich Bogów" miałam wrażenie, że przenoszę się do jakiegoś niemożliwego miejsca, mimo iż akcja dzieje się w świecie rzeczywistym. Dziwność i zawiłość sprawiają, że mimo iż czytanie tej książki jest dość ciężkie i chwilami wyczerpujące dla mózgu, to coś sprawia, że chce się dalej zagłębiać w tę niezwykłą historię.

Już sam główny bohater, którego imię brzmi po prostu Cień rozpoczyna otoczkę książki z grubej rury. Siedzi w więzieniu, ma zaraz wyjść, ale ginie mu żona, zostaje wciągnięty w grę Wednesdaya , a on co? Nic! To jest najdziwniejsze, a jednocześnie najciekawsze, bo jeszcze nie spotkałam się z tak dziwnym, osobliwym i niejednoznacznym bohaterem. Cień nie jest nieczuły czy bezpłciowy, ale po prostu nie okazuje żadnych skrajnych emocji, tylko przyjmuje wszystko na sucho i robi to, co trzeba. Złamany przez życie za kratkami, śmierć ukochanej, która nie była do końca wierna tworzą z niego postać ani złą, ani dobrą, gdyż robi on zarówno złe jak i dobre rzeczy. Bo niby pomaga Wednesayowi, staremu bogu próbującemu walczyć z nowym porządkiem, ale robi to w mało pozytywny sposób- zdobywając pieniądze z napadów czy lekkomyślnie grając w szachy z bogiem , który zapowiada mu śmierć. Cienia jednocześnie się lubi i nie rozumie, bo większość jego decyzji jest z tego typu, których normalny człowiek w życiu by nie podjął.

Jeśli już zagłębiamy się w tę krainę przemyślanego absurdu, to trzeba powiedzieć, że wyobraźnia Neila Gaimana jest po prostu niepojętna i chyba nieskończona. Tej książki nie da się przewidzieć, ta historia rządzi się własnymi prawami. Myślisz , że ta postać zrobi to czy tamto? Bum! Ginie pod kołami samochodu pojawiającym się znikąd. Może niedokładnie takie sceny, ale mniej więcej tak to wygląda. Sytuacje przedstawione w "Amerykańskich Bogach" są nieprawdopodobne i tak dziwne, że niekiedy trzeba dwa razy czytać ten sam fragment. I co najważniejsze , pod tą całą przedziwną otoczką kryje się niezwykłe przesłanie. Cała ta wojna między starymi bogami (Odynem, Thorem itd...) oraz nowymi (Pieniądz, Media) jest świetnym komentarzem dzisiejszego społeczeństwa. Nawet jak nie ma wojny, to jednak zawsze jakaś jest , gdzieś ukryta. I zawsze , gdy coś nowego wkracza na rynek, to stare nie daje się tak łatwo wygryźć i zaczyna się burzyć. A burza bywa zabójcza...

"Amerykańscy Bogowie" są też pełni najróżniejszych alegorii i symboli tak sprytnie wplecionych w całą historię, że czytelnik dostrzega złożoność i kompatybilność poszczególnych wątków po skończeniu lektury. Na przykład pasja Cienia do sztuczek z monetami. Uczy się on coraz to nowszych sposobów oszukiwania i stwarzania tej "magii". Bardzo łatwo odnieść to do życia i egzystencji starych bogów. Znikają w jednej dłoni nowego pokolenia jako cent, a pojawiają się silniejsze w drugiej , jako ćwierćdolarówka. Wszystko zależy od tego , kto będzie sterował dłońmi. Tak samo w przypadku imion, które mają ukryte znaczenie. Weźmy na przykład Cień - zawsze za kimś podąża i jest traktowany drugorzędnie.Wednesday -w środę czcimy Odyna, który w mitologii anglo-saksońskiej nosi imię Woden. Wszystko tu jest przemyślanie co do milimetra i co do przecinka. Naprawdę, winszuję panu Gaimanowi za jego wyobraźnię i konsekwentność w tworzeniu historii.

Podsumowując . "Amerykańcy Bogowie" to nie jest książka na jedno posiedzenie. To książka, która trochę męczy mózg, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po trzech-czterech rozdziałach będziecie musieli sobie zrobić przerwę, bo ten świat jest mega przemyślany, ale też mega zagmatwany. Jest to z pewnością arcydzieło, do którego trzeba się zebrać w sobie i przygotować na intensywny proces myślowy podczas lektury. Neil Gaiman stworzył bohatera nieoczywistego, który jest trudny do opisania jako dobry lub zły. Ponadto w tym świecie da się doszukać różnych odniesień do rzeczywistości. Już dawno nie byłam tak zmęczona po lekturze, ale jednocześnie nie miałam takiej nieodpartej świadomości , że przeczytałam coś wspaniałego, coś co jeszcze nie wiem jak, ale wpłynie na moje postrzeganie świata. Polecam , ale nie na lekką lekturę. To książka, do której trzeba nieco dorosnąć i przygotować się na to, że szare komórki będą dość intensywnie pracowały.




Tytuł oryginału : American Gods
Autor : Neil Gaiman
Stron : 608
Z serii : -
Wydawnictwo : MAG
Ocena : 9/10

27 maja 2016

#107 Wszechświat kontra Alex Woods-Gavin Extence

(Nowy aparat = nowa jakość zdjęć)

Pewnej deszczowej nocy celnik zatrzymuje poszukiwanego Alexa Woodsa. W jego samochodzie znajduje kilogram marihuany, sporą ilość gotówki i… urnę z ludzkimi prochami. Nie pierwszy raz chłopak trafia na czołówki gazet — od czasu, gdy przed laty uderzył w niego meteoryt, zna go każdy. Właśnie tak rozpoczyna się znakomita debiutancka powieść Gavina Extence’a, nagrodzona w plebiscytach Amazon Best Book oraz Writers’ Guild Best Book.

Wydawać by się mogło, że w życiu Alexa Woodsa wyczerpał się już limit niespodzianek. I chociaż matka tarocistka oraz wypadek z udziałem spadającego meteorytu stanowią spory bagaż doświadczeń, prawdziwym zwrotem w jego życiu okazało się przypadkowe spotkanie pana Petersona…

Ta książka wpadła w mojej dłonie zupełnie przypadkowo. Przechadzałam się po bibliotece i tak jakoś rzucił mi się w oczy jej długi tytuł. Wiem, że kiedyś już gdzieś o niej słyszałam i w tamtym momencie postanowiłam ją wypożyczyć , choć w dłoniach miałam już pięć innych lektur , ze względu na jej niewielką objętość. Opis "Alexa" jest jednym z lepszych jakie moim zdaniem zostały stworzone - osobliwy , nie zdradzający za wiele z treści , a przy tym ciekawy. Po powrocie do domu zaparzyłam sobie kawusię i zabrałam się za nią. Nie miałam co do tej książki zbyt wygórowanych oczekiwać (mimo pochlebstw na okładce) - i muszę stwierdzić , że "Wszechświat kontra Alex Woods" to jedna z lepszych pozycji jakie w ostatnim czasie udało mi się pochłonąć.

1 lutego 2016

#95 Na granicy zmysłów - Przemek Kossakowski

(Rysunek jest mojego autorstwa, jednakże nie mam nic przeciwko jego kopiowaniu i używaniu, pod warunkiem , że napiszesz skąd on pochodzi.)
Zakopywano go w grobie, obkładano wnętrznościami barana, podcinano mu język, wmawiano choroby i nieślubne dzieci. Rzucano na niego klątwy i odprawiano egzorcyzmy nad jego autem.
Kossakowski dotarł do granicy zmysłów. Teraz zabiera nas w podróż w głąb swojego ciała i umysłu poddawanych szaleństwu znachorów z Ukrainy, Rosji, Bałkanów i Polski. Tego nie mogła uchwycić telewizyjna kamera.[opis z lubimyczytac.pl]

Jestem wielką miłośniczką wszystkich programów Przemka Kossakowskiego ( szósty zmysł , inicjacja , nieoczywiste ) i nawet jak lecą powtórki to je oglądam :) . Także jak tylko dowiedziałam się , że napisał on książkę popędziłam do biblioteki bez czytania nawet o czym jest. Wypożyczyłam i zaczęłam czytać. I powiem , że spodziewałam się czegoś innego , a w zamian dostałam coś lepszego. Przewidywałam jakieś sprawozdania z tego , co nie można było pokazać telewizji i przemyślenia autora co do minionych wydarzeń , których nie zdradził nam w programie . Ponadto dzięki tej książce dowiedziałam się , że Przemek Kossakowski maluje obrazy , a na dodatek ma wykształcenie plastyczne i miał być nauczycielem przedmiotów artystycznych ! Myślę , że to , iż ja także uczęszczam do szkoły plastycznej pozwoliło mi tak wczuć się w tę książkę i w towarzyszącą ją dziwną aurę tajemniczości , jaka towarzyszy mi osobiście za każdym razem gdy zaczynam rysować bądź malować. Poniżej przykłady jego twórczości ( ja osobiście gustuję w takiej przemyślanej i czytelnej abstrakcji ) :


Przyznam , że pierwsze rozdziały , a właściwie pierwsza część , gdzie Kossakowski ukazuje nam to jak zaczęła się jego kariera były trochę zagmatwane i czasem trudne do zrozumienia , ale to co się później dało w dwustu procentach wyparło to małe zamieszanie. Mamy szansę poznać bliżej naturalne sposoby leczenia stosowane przez wróżki , szamanów i inne dziwy ,a przy tym zagłębić się w uczuciach im towarzyszącym dzięki świetnemu językowi jakim posługuje się autor. Czasem miałam wrażenia , że zagłębiam się w taką trochę prywatną sferę Przemka Kossakowskiego , gdyż pisze w bardzo szczegółowy , osobisty i niespotykany sposób. 

Sądzę, że dobrze nie mieć zbyt wielu oczekiwań, wyobrażeń. Życie zawsze się z nimi rozmija, a my nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować. Nie wiedzieć skąd, jest w człowieku roszczenie, że musi być tak, jak on chce. Kiedy jest inaczej, traktuje to jako zawód, nawet jeżeli to, co się wydarzyło, jest lepsze niż to, co zaprojektował. Oczekiwania. Oczekiwania i roszczenia.
Po tej książce mogę już śmiało mówić , że Przemek Kossakowski to niezwykle mądry człowiek . Jest tu tyle życiowych cytatów i porad , że nie nadążałam z zapisywaniem ich w moim cytatowniku. Naprawdę , miałam wrażenie , że z reportażu o niezwykłych sposobach leczenia przenosimy się do świata pełnego sprzecznych emocji i przeżywania czegoś , co na zawsze zmienia jednostkę. Podczas lektury targały mną najróżniejsze emocje - od niezrozumienia , przez oburzenie , po zastanowienie się nad tym , że tak naprawdę nic nie wiem o świecie. Co z tego , ze znam gdzie leżą państwa i ich stolice ? Nie mam pojęcia co dzieje się w posiadłości Matuszek czy w przedziwnej sali do urynoterapii , o których w Polsce się nie mówi , a nawet się o nich nie wie. Podziwiam Przemka za to co robi i na co się zdobywa. Ja osobiście chyba nie podołałabym temu wszystkiemu , gdyż jak dla mnie takie spotkania potrafią po prostu zmienić wszystko , zniszczyć w nas jakąś cząstkę i wybudować coś , przez co już nie spojrzymy na świat tak jak dawniej. Czasem może i jest to dobre , ale czy warto wyzwalać swoją duszę , tylko po to , aby wyleczyć się z nieznanej nam wcześniej choroby i żeby wyraźniej widzieć deszcz? Dla mnie to za dużo.

Główny szaman Ułan Ude potraktował nas z życzliwością i zrozumieniem. Mówił, jak dobrą rzeczą jest, że pragniemy zrozumienia zjawisk, jakie nie mieszczą się w obrębie naszej kultury. Że szczególnie my, Europejczycy, z aroganckim imperatywem narzucania innym swojej wizji świata, powinniśmy podjąć próbę chociaż zrozumienia, że ten świat ani nie jest taki, jak go sobie wyobrażamy, ani nigdy nie będzie taki, jakim byśmy życzyli go sobie widzieć.
Cały zamysł książki sprowadza się do ostatniej części , gdzie po prostu dostałam taki atak emocji i miałam tyle przemyśleń po każdym rozdziale , że łapałam się na siedzeniu i patrzeniu tępo w ścianę . Już dawno żadna książka nie wywołała u mnie tak dziwnej reakcji . Smutno mi było kończyć przygodę z "Na granicy zmysłów" , ale jednocześnie czułam się niezwykle usatysfakcjonowana tym , co dostałam. Jest to pozycja zaplanowana od początku do końca i zrealizowana w każdym najmniejszym szczególe. Ponadto muszę pochwalić Wydawnictwo Otwarte za piękne wydanie - zarówno okładka jak i wnętrze są dla oka przyjemne. Zresztą , Wydawnictwo Otwarte jak dla mnie najlepiej realizuje oprawy graficzne swoich nakładów. Tak więc prócz wspaniałego czasu z lekturą można też nacieszyć wzrok :) . 

Podsumowując , "Na granicy zmysłów" to świetna książka , która nieco zmienia zdanie o naszej własnej mądrości. Otwiera oczy na to nieznane , kontrowersyjne czy po prostu niemożliwe. Dzięki tej książce poznałam zupełnie inny świat , rządzący się swoimi prawami , gdzie duchy siedzą w kołach samochodu , a zwierzęta są naszymi duchowymi odpowiednikami. Jak dla mnie jest to wspaniałe uzupełnienie dla programów i idealna książka dla osób poszukujących literatury nieco poważniejszej i innej od reszty. Potrzeba trochę zrozumienia i skupienia do jej przeczytania , ale warto. Przecież Przemek udowadnia , że nie ma rzeczy niemożliwych.

★★★★★
Tytuł Oryginału-Na granicy zmysłów
Liczba Stron-403
Gatunek - literatura współczesna

20 grudnia 2015

#83 Oro-Marcel A. Marcel

Trzynastoletnia Lena jest dziewczyną o.... trudnym charakterze. Od urodzenia tuła się między Domem Dziecka, a rodzinami zastępczymi, które i tak w końcu ją oddają. Lena zamknęła się w sobie i już nie potrafi przebywać wśród ludzi bez myśli, że jak zacznie się aklimatyzować to i tak ją oddadzą. Wszystko zmienia się jednak, kiedy trafia do rodziny Wandy i Romana, którzy opiekują się jeszcze piątką innych dzieciaków z różnymi "przypadłościami". Tak, Lena też jest niezwykła, gdyż słyszy co mówią przedmioty. Z początku dziewczynka trzyma się na dystans, ale zaczyna dostrzegać, że ta rodzina jest inna od jej poprzednich. Taka.... idealna jak dla niej. I mimo to Lena wciąż trzyma się starych za zasad. Na pomoc zjawia się Oro, chłopak z szafy, który wygląda jak jej męskie odzwierciedlenie. Mówi, że chce Lenie pomóc. Ale dlaczego nikt prócz niej go nie widzi, ani nie słyszy? 

Książkę tę poleciła mi bibliotekarka mówiąc, że to niby lekka książka, a tak naprawdę poruszająca ciężkie tematy. I to całkowicie prawda. Może i temat trudnego dzieciństwa, Domów dziecka itd. jest już ograne, jednakże w "Oro" został on pokazany w zupełnie inny sposób. Język jest mocno potoczny, a dialogi jakby usłyszane z rzeczywistości, bardzo prawdziwe. Nie mogłam się od niej oderwać także dzięki wspaniale skonstruowanym postaciom, gdzie każda była ciekawa i dogłębnie opisana. Naprawdę, autorki ukrywające się pod pseudonimem Marcel A.Marcel spisały się na złoty medal.

Najbardziej urzekła mnie historia Leny i Oro. Chyba nawet po skończeniu książki czytelnik nie jest do końca pewny czy Oro był prawdziwy, czy istniał jako wymyślony przyjaciel. Jedno jest wiadome- był odzwierciedleniem Leny, z którym ona musiała się użerać do momentu, dopóki nie wyjdzie ze skorupy samotności. Pomagają jej też w tym osobliwi mieszkańcy domu, którzy od teraz są jej rodzeństwem - Oko, Cienka, Memory, Iskra i Arnold. Lena ku swemu zdziwieniu zaczyna się odnajdywać w tym rozgardiaszu. To idealny obraz tego, że to inny ludzie czynią nas szczęśliwymi jeśli i oni i my potrafimy być sobą. W takiej sytuacji była Cienka- wiecznie na diecie, a jednak jakby schudła to nie byłaby tą samą Cienką.

Książka porusza mnóstwo ważnych tematów - psychikę dzieci z Domu Dziecka jak i trudne sytuacje w domach tych, którzy wydają się najnormalniejsi. Mnie bez reszty pochłonęła historia każdej, nawet najmniejszej postaci. "Oro" to obraz ludzkich upadków i wzlotów, tego jak zachowujemy się w różnych sytuacjach życiowych. Ponadto książka jest napisana niezwykle pokrzepiającym humorem, który spotykamy co drugie zdanie. Niekiedy zdarzyło mi się głośniej zaśmiać, co jest przecież dziwne w przypadku literatury poruszającej tak trudne tematy. Naprawdę, mimo wszystko jest to powieść pełna uśmiechu i komedii, zabawnych paradoksów i dziwnych incydentów.

"Oro" to pokazanie tego co siedzi w nas. Tak naprawdę nasze problemy kroczą obok nas i tylko od nas zależy cz przyjmiemy od nich pomoc. Lena przyjęła i zmieniła się z szarej myszki w szczęśliwą nastolatkę mająca przyjaciół i niosącą pomoc innym. Oro, niewidoczny i niesłyszalny z początku przeszkadzał Lenie, ale gdy tylko znikał odczuwała tęsknotę. Jakże często spotykamy to dzisiaj- nawet jak ktoś kogo kochamy nas irytuje to i tak jego nieobecność budzi w nas sprzeczne uczucie. Cała książka opiera się na potrzebie miłości i akceptacji, którą tak ciężko dziś osiągnąć. A ty? Masz swojego Ora?

Podsumowując, "Oro" to bardzo dobra, zabawna książka, która dostarczy wam przyjemnych chwil i poprawi nastrój zabawnymi postaciami i dialogami. A zakończenie zwali was z nóg! Ja osobiście jestem pełna podziwu dla tych dwóch autorek i szczerze polecam "Oro", zwłaszcza na ten miły i świąteczny czas, gdyż podczas jej lektury tak naprawdę nie zauważycie ciężkości poruszanej tam tematyki. Dopiero po skończonej lekturze poczułam, co tak naprawę autorki chciały przekazać. Wciąż jednak mam na twarzy uśmiech, kiedy myślę o wszystkich tych przezabawnych sytuacjach, których było o wiele więcej niż tych złych. W każdym życiu jest przecież szczęście i nieszczęście. Sztuką jest dostrzec to pierwsze pomimo drugiego.

8+/10

31 października 2015

#75 Charlie-Stephen Chbosky

Powieść „Charlie” została wydana w Stanach Zjednoczonych przez MTV Book pod oryginalnym tytułem „The Perks of Being a Wallflower” i osiągnęła ponadmilionowy nakład.
Książka ma formę listów pisanych do nieznanego przyjaciela przez nastolatka imieniem Charlie, nieśmiałego i wycofanego, choć niezwykle inteligentnego i wrażliwego ucznia pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Chłopak pisze o swoich pierwszych miłosnych doświadczeniach, relacjach w rodzinie, narkotykach i akceptacji.[opis z lubimycztac.pl]

Zabierając się za tę książkę spodziewałam się czegoś ckliwego, naiwnego i ogranego, kolejnej opowiastki o nieśmiałym chłopczyku, który na sam koniec staje się kimś zupełnie innym. Jednak to co dostałam zamiast tego było... po prostu fenomenalne. Chyba jeszcze nigdy nie płakałam tyle przy żadnej książce i chyba, z czystym sumieniem  mogę stwierdzić, że to najlepsza książka jaką do tej pory przyszło mi czytać. To fenomen w moim literackim świecie, coś czego nie zapomnę bardzo długo. Wzruszyłam się do głębi, a momentami odkładałam książką i rozmyślałam , co tak naprawdę chciał nam przekazać autor.

Muszę wspomnieć, że ktoś bardzo mi bliski znajduje się w bardzo podobnej sytuacji co Charlie i to było czynnikiem warunkującym mój bardzo osobisty odbiór tej książki. Ta książka ukazała mi co się dzieje w głowach takich osób, jak według nich funkcjonuje świat i w sumie zaczęłam to wszystko bardziej rozumieć. Myślę, że właśnie takie osoby jak ja oraz jak Charlie , zagubiony i nieświadomie naznaczony przez przeszłość najlepiej pojmą istotę tej książki, choć wierzę, że zmieni ona każdego, kto ją przeczyta.

Jak bardzo potrafi nas zmienić przeszłość? Charlie to nieśmiały chłopak zagubiony we własnym toku myślenia, który w końcu znajduje przyjaciół. Mimo iż cała trójka dogaduje się świetnie, to Charlie zaczyna pakować się w narkotyki, alkohol i dużo czasu zastanawia się nad tym, czy miłość jest mu pisana. "Charlie" to tak nieprawdopodobnie prawdziwa i życiowa książka, że na moment zapominamy o otaczającym nas świecie. To za sprawą narracji pierwszoosobowej w formie listów kierowanych bezpośrednio do nas. Dzięki temu zabiegowi czujemy swoisty kontakt z głównym bohaterem, zaczynamy go rozumieć. Jego świat zaczyna być naszym światem, współczujemy mu i chcemy pomóc, mimo iż jest to niemożliwe.

Zastanawia mnie jakimi przyjaciółmi byli dla Charliego Sam i Patrick. No bo niby dali mu poczucie przynależności, ale wciągnęli go w narkotyki, imprezy i nieszczęśliwą miłość. Tak samo myślę czy rodzina Charliego była dobra. Rodzice go kochali, tak samo jak rodzeństwo, ale niekiedy to nie wystarcza. W końcu do niedopilnowanie sprawiło, że w życiu Charliego stało się to co się stało i co teraz nie pozwala mu funkcjonować w pełnie normalny sposób. Charlie szuka akceptacji, ale nie zauważa, że tak naprawdę ją ma. Uważam, że dużo namieszała też śmierć jego przyjaciela. Wtedy wróciła do niego nieświadomie przeszłość i zaczął utwierdzać się w tym , że wszystko co złe w jego życiu dzieje się tylko z jego winy.

Podsumowując , "Charlie" to książka dla doświadczonych czytelników, gdyż ci wkraczający w literaturę zobaczą w niej tylko banalną historię. Jak dla mnie jest to genialna książka, bardzo wymowna i pouczająca, pozostawiająca po sobie ślad, wzruszająca i po prostu nieprzeciętna. Zapisuje się w moim kanonie najlepszych książek, przy których płakałam jak dziecko. Czuję, że długo nie będę się mogła po niej otrząsnąć, przemyślenia kotłują mi się wciąż w głowie i nie wiem czy ta recenzja jest choć trochę poukładana. Chyba jeszcze nigdy w przypadku książki nie przeżyłam czegoś tak osobistego i niepowtarzalnego. Na koniec chcę odpowiedzieć na pytanie zadane na samym końcu książki.

Pełne cierpienia, ale magiczne, Charlie.
Magiczne, Charlie...

10+/10

24 października 2015

#73 Nienawiść-Jennifer Brown

Wyobraź sobie, że życzysz komuś śmierci i twoje pragnienie się spełnia. W dodatku zabójcą jest człowiek, którego kochasz.
Nick, chłopak Valerie, zaczął strzelać do uczniów w szkolnej stołówce. Dziewczyna, chcąc go powstrzymać, uratowała życie koleżance. A jednak oskarżono ją o współudział, ponieważ to ona wpadła na pomysł stworzenia listy ludzi, których oboje nienawidzili. Listy, według której Nick przeprowadził egzekucję. 
Teraz Valerie musi stawić czoło kolegom i wrócić do szkoły. 
Czy osoby przeznaczone do "odstrzału" kiedykolwiek jej wybaczą? I czy ona sama pogodzi się z rolą, jaką odegrała w masakrze?

Czasem w nasze dłonie trafia książka pozostawiająca coś, co na zawsze pozostanie powiązane tylko z nią. Czego nigdy nie poczujemy przy innej książce. Taki dziwny rodzaj zagnieżdżenia się w sercu,które pozostawia dziwną przestrzeń pełną przemyśleń,których nie można skleić w jedność. Tak mam właśnie w przypadku "Nienawiści" autorstwa Jennifer Brown. Nie potrafię ubrać w słowa tego, co teraz dzieję się w mojej głowie. Jest to opowieść trudnej tematyki, ale napisana w zupełnie inny sposób niż się spodziewałam. To bardziej pamiętnik dziewczyny zmagającej się z własną psychiką i powoli godzącą się z rzeczywistością. Trudność tej książki nie polega na problemie jaki porusza, ale na zrozumieniu jej w odpowiedni sposób.

Valerie jest postacią tak prawdziwą, że można pomyśleć, iż ona gdzieś żyje, naprawdę przeżyła masakrę, w której jej chłopak zabijał ludzi, a na koniec sam odebrał sobie życie. Tym co stara się pokazać w tej książce pani Brown jest możliwość wykaraskania się z każdego bagna. Val jest prześladowana przez to, że w nieświadomy sposób uczestniczyła w zbrodni, jej rodzice cały czas się kłócą i zdradzają, a jej najlepsi przyjaciele nie chcą mieć z nią nic wspólnego. A wszystko przez jedną listę znienawidzonych rzeczy do ostrzału,którą brała jako wyładowanie nienawiści swojej i swojego chłopaka, a nie swoisty plan na zemstę. Mimo wszystko w Valerie zachodzą niezwykłe zmiany spowodowane małymi uśmiechami losu takimi jak nietuzinkowy psychiatra czy nowa przyjaciółka, która kiedyś była na jej liście do odstrzału. Cóż, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Idealnie pokazana jest też tutaj naiwność ludzi. Wierzymy w to co serwują nam media i dokonujemy zbyt szybkich osądów. Tak było też w przypadku Valerie. Ludzie od razu nazywali ją morderczynią. Dopiero później zaczęli dostrzegać w niej coś więcej. Tak samo było z Nickiem. Val myślała, że wszystko co mówi nie ma znaczenia, że jest kochany i uczuciowy. To jednak nienawiść ukazuje nasze drugie oblicza. Nienawiść Nicka ukazała mordercę, nienawiść ludzi ukazała ich naiwność. Ludzie nienawidzili się, nienawidzą się i nienawidzić się będą. Możemy jednak naszą nienawiść w kreatywny sposób wykorzystywać, nie krzywdząc nikogo, co usiłuje nam przekazać przemiana Valerie.Interesuje mnie też postać Jessiki. Co musiało się stać, aby w końcu wyrosła ze swojej wyższości i chęci popularności. Ale mimo wszystko nigdy nie jest za późno. 

Podsumowując, "Nienawiść" to książka dla troszkę dojrzalszych czytelników, która wnosi coś w nasz sposób myślenia, zmienia postrzeganie niektórych osób. Polecam ją każdemu, kto nie lubi podejmować trudnych tematów w literaturze i kto lubi książki złożone psychologicznie. Myślę, że jest to książka, którą powinno się znać i żałuję, że tak mało osób o niej słyszało.Ostrzegam jednak, że jest to książka wymagająca skupienia, więc jeśli już ją zaczniecie, nie róbcie tygodniowych przerw.Polecam.

10/10

29 sierpnia 2015

#71 Inny Świat-Gustaw Herling-Grudziński

Wydane po raz pierwszy w 1953 roku w Londynie i wznawiane wielokrotnie wspomnienia Gustawa Herlinga - Grudzińskiego z sowieckiego łagru w Jercewie pod Archagielskiem ukazują się w serii Lekcja Literatury poprzedzone niezwykle interesującą rozmową, jaką z autorem książki przeprowadził znakomity znawca jego twórczości, Włodzimierz Bolecki. Książka Gustawa Herlinga - Grudzińskiego obok nieprzeciętnych walorów literackich jest przede wszystkim - co podkreśla w rozmowie Autor - dokumentalną relacją ofiary, kronikarza i badacza instytucji i mechanizmów sowieckiego "innego świata" zbudowanego na utopijnej, zbrodniczej ideologii totalitarnej. [opis z lubimyczytac.pl]

Tę książkę musiałam przeczytać na olimpiadę z j.polskiego i w sumie gdyby nie ona nigdy bym się z tą wspaniałą książką nie spotkała. To straszna, pełna bólu i okrucieństwa historia jednego z obozów pracy II wojny światowej, w którym przebywał autor-Gustaw Herling-Grudziński. Im dalej brnęłam przez tę lekturę tym bardziej czułam towarzyszące jej emocje. Przed oczami stawały mi obrazy tych wychudzonych więźniów, umierających z głodu i wycieńczenia. Chyba każda książka traktująca i tym tak trudnym temacie potrafi człowieka wzruszyć i przerazić.

...jedynie samotność jest w życiu człowieka stanem graniczącym z absolutnym spokojem wewnętrznym, z odzyskaniem indywidualności. Tylko w pochłaniającej wszystko pustce samotności, w ciemności zacierającej kontury świata zewnętrznego można odczuć, że się jest sobą aż do granic zwątpienia, które uprzytamnia nagle własną nicość w rosnącym przeraźliwie ogromie wszechświata.
Najbardziej wystraszyły mnie opisy tego, jak traktowano w obozach kobiety. Były towarem, niczym więcej. Oferowały swoje ciało strażnikom za kromkę chleba. Już chyba nigdy do końca nie zrozumiem jak jeden człowiek może robić coś takiego drugiemu człowiekowi. Dla mnie jest to niepojęte jak wypaczony może być ludzki mózg. Płakać mi się chciało czytając niektóre fragmenty jet książki, zwłaszcza te, gdzie ktoś umierał. Bo przecież gdyby nie wojna mógłby żyć jak kazdy normalny człowiek.

Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich...
"Inny świat" to opowieść o rozliczaniu się z losem przez ludzi. Różnorodność charakterów przedstawiona w tej książce ukazuje, że każdy inaczej zatracił się w sobie. Obozy niszczą-jednych wolnych, drugich szybciej, ale i tak zniszczą w końcu każdego. Przecież ten silny i odważny strażnik, który katował swoich podwładnych, gdy został zdegradowany do pozycji więźnia po prostu się załamał. Nawet najsilniejszy ludzki charakter nie wytrzyma czegoś takiego.

Podsumowując, "Inny Świat" to książka, którą każdy nie tyle powinien, a musi przeczytać. Myślę, że właśnie tego typu książki uczą nas najwięcej. Są świadectwem tego jak okrutny jest człowiek i do jakich czynów jest gotów się posunąć, aby zdobyć władzę. Nie płakałam przy tej książce, ale wywołała u mnie silne emocje, których nie potrafiłam opanować. Byłam zła na tych wszystkich strażników, za to co robią i współczułam tym więźniom. Musieli robić potworne rzeczy, aby móc cokolwiek zjeść. Po przeczytaniu tej książki na długo nie będziecie mogli o niej zapomnieć...

10/10

6 sierpnia 2015

#53 Legenda.Patriota-Marie Lu

June i Day poświęcili bardzo wiele dla ludu Republiki i dla siebie nawzajem. Teraz ich kraj zaczyna pisać swoją historię od nowa. June wraca do łask Republiki, pracując z rządową elitą skupioną wokół Najwyższego Elekta, zaś Day awansuje na wysoką pozycję w armii. Ale żadne z nich nie może przewidzieć okoliczności, które sprawią, że znów będą musieli działać razem. Właśnie wtedy, gdy pokój wydaje się być tak bliski osiągnięcia, wybuch epidemii powoduje panikę w Koloniach i do granic miast Republiki zbliża się wojna. Nowy rodzaj epidemii jest najbardziej zabójczy z wszystkich dotychczasowych i, jak wkrótce przekonuje się June, jedyny sposób obrony Republiki może kosztować Daya wszystko, co ma.Historia, która zapiera dech w piersiach i trzyma w niepewności do końca. Bestsellerowa trylogia Marie Lu zmierza ku zaskakującemu rozwiązaniu.[opis z tyłu książki]

Sięgając po serię Marie Lu miałam nieco mieszane uczucia.Czy to aby nie jest kolejna książka ślepo chcąca podążać za fenomenem Igrzysk Śmierci?Jednak już po pierwszej części wiedziałam,że te założenia są błędne.To co znalazłam w środku każdej z tych wspaniałych książek pochłonęło mnie bez reszty i zaciągnęło do świata,w którym czułam wszystko to,co postacie.Nie mogę uwierzyć,że to już koniec,a na dodatek nienawidzę takich zakończeń jak w "Patriocie"(czytający wiedzą o czym mówią,a ci co nie czytali niech się wstydzą,że jeszcze nie przeczytali tej wspaniałej trylogii).

Czasami słońce zachodzi wcześniej.Nie ma dnia, który trwałby wiecznie.
Pierwsze co rzuca się w "Patriocie" to nagromadzenie emocji wszystkich emocji wydarzeń z poprzednich części w dwójce głównych bohaterów. Miłość,smutek,strata i ból doprowadzają ich do szaleństwa. Uwielbiam to jak Marie Lu podzieliła rozmyślania w narracji-pełne metafor i przemyśleń dla June oraz szybkie i pełne działań dla Day'a.Nie mogę się nadziwić,że autorka tak idealnie odzwierciedliła aspekty charakteru zarówno swojej płci,jak i tej przeciwnej.

Czy jest sens nadal być człowiekiem, gdy pozbędziesz się uczuć?
Nie wiem co mnie tak przyciągnęło do tej serii-wcześniej wiele razy o niej słyszałam,ale jakoś nie miałam na nią ochoty.A dziś?Żałuję,że ją przeczytałam.Nie dlatego,że się zawiodła.O nie! Dlatego,że to już właśnie koniec i to jeszcze taki,który jednocześnie był smutny i wesoły. Już nie znajdę kolejnej książki,nie dowiem się co było potem i to jest najsmutniejsze...właśnie dlatego nie lubię książek z połowicznie napisanym zakończeniem.Mimo to wiem,że tak właśnie musiało być. Wszystko w "Patriocie" jest starannie przemyślane i nie został w niej pominięty żaden szczegół co tworzy z niej książkę idealną.

Powiedz mi, że gdzieś na tym świecie istnieje jeszcze dobro. Powiedz mi, że dla nas wszystkich jest jeszcze jakaś nadzieja.
Nie wiem jak mam wyrazić swoje uczucia do tej książki - mam takie love&hate realtionship. Uroniłam nawet łezkę pod koniec. Niekiedy zakrywałam dłonią usta w oczekiwaniu na to co się stanie.To na pewno nie jest wesoła książka-traktuje o trudnym życiu w przyszłości,które moim zdaniem sami na siebie sprowadzamy.W tej książce jest pełno prawdy-o życiu, o zakłamaniu w polityce i o tym , że telewizja jest dla mas i pokazuje tylko to,co ona chce,żebyśmy widzieli,a nie to,co powinniśmy widzieć.

Mogłabym pisać o tej serii godzinami...i szczerze mówiąc,choć pewnie spotkam się z wieloma negatywnymi komentarzami,mnie osobiście trylogia "Rebeliant" porwała bardziej niż "Igrzyska Śmierci".Nie wiem czemu.Może w końcu odnalazłam siebie w książce,świat,którego wcześniej nie widziałam i do bólu rzeczywiste postacie,które na zmianę przecinały moje serce i zszywały,aby za chwilę znów przeciąć.Ta seria kojarzy mi się z "Dotykiem Julii:,który powodował u mnie podobne skoki emocji,od nagłego szczęścia,że już wszystko będzie dobrze do zderzenia z murem smutku tuż za mną.Nie mogłam się oderwać od tej książki i wyłączyła mnie ona z życia na cały dzień.Nie jadłam i nie piłam przez co mój żołądek pod wieczór wołał o pomstę do Nieba.Tak to właśnie jest jak napotka się książkę fenomenalną,przełomową w naszym życiu czytelnika.

Podsumowując,"Patriota" to zakończenie,które jednocześnie mnie usatysfakcjonowało i rozzłościło. Ale to dobrze świadczy o książce-nie wszystko przecież kończy się tak jak chcemy i "Patriota" to idealny tego przykład . Te książki na mojej półce (pisanej,bo niestety wypożyczałam je z biblioteki) lądują bardzo,ale to bardzo wysoko.Ta powieść wprawiła mnie w stan kaca książkowego i czegoś jeszcze,jakby zassania żołądka po jej skończeniu-zdałam sobie sprawę , że to już koniec i miałam ochotę jeszcze raz przeczytać "Patriotę" w nadziei,że historia jakimś cudem zmieniła się i będę mogła poznać ją od nowa.Dziękuję pani Marie Lu za danie mi tak wspaniałej książki i takiej dawki emocji i piękna . Polecam ją wszystkim,dosłownie wszystkim.Musicie ją przeczytać!

10+/10

23 lipca 2015

#42 Eleonora i Park-Rainbow Rowell

Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.

17 lipca 2015

#35 Seth&Greyson-Jessica Sorensen [ang.]

Po tym,jak został dotkliwie skrzywdzony przez kogoś kogo myślał,że kochał,osiemnastoletni Seth przenosi się do innej szkoły i rozpoczyna naukę w semestrze letnim.Tam spotyka Callie,szarą myszkę ukrywającą się w workowatych ciuchach i niemodnych fryzurach.Ta dziewczyna przypomina mu jego samego sprzed paru miesięcy-zagubionego,bojącego się własnego cienia.Postanawia jej pomóc i wkrótce ich znajomość zapoczątkuje piękną i oddaną przyjaźń.Gdy Seth myśli,że wszystko wraca do normy,nagle pojawia się Greyson-chłopak,który zagnieżdża się w umyśle Setha.Okazuje się,że Greyson jest taki jak on i nie wstydzi się tego.Gdy między chłopakami rodzi się uczucie do Setha zaczynają wracać bolesne wspomnienia przeszłości,przez co nie potrafi do końca otworzyć się na nową miłość...

14 lipca 2015

#31 Igrzyska Śmierci-Suzanne Collins

Panem rządzonym przez okrutne władze, w którym co roku dwójka nastolatków z każdego z dwunastu dystryktów wyrusza na Głodowe Igrzyska, by stoczyć walkę na śmierć i życie.Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a już to zasługuje na miano prawdziwej walki o przetrwanie...[opis z tyłu ksiażki]

11 lipca 2015

#12 Kamienie na szaniec-Aleksander Kamiński


Posłuchajcie opowiadania o Alku, Rudym, Zośce i kilku innych cudownych ludziach, o niezapomnianych czasach 1939–1943 roku, o czasach bohaterstwa i grozy". Tak zaczyna się opowieść o Bohaterach Szarych Szeregów, o czasach miłości, walki, śmierci. Młodzi przyjaciele, harcerze i maturzyści warszawskiego liceum wkraczają w dorosłość w dramatycznym okresie. Wychowani w patriotycznych domach, kształtowani przez harcerskie ideały, gdy nadchodzi wrzesień 1939, nie mają wątpliwości, postanawiają walczyć o wolną Ojczyznę. Gotowi są zapłacić najwyższą cenę.[Opis z tyłu książki]

7 lipca 2015

#5 Gra Endera-Orson Scott Card



Ziemi grozi inwazja ze strony tajemniczych najeźdźców zwanych Robalami.Zdesperowane państwo szkoli sześciolatków do krwawej walki z intruzami.Wśród nich znajduje się też młody Andrew Wiggin zwany Enderem.Od zawsze terroryzowany przez brata ku zdziwieniu przewodniczącego programu szkoleniowego najlepiej się rozwija.Organizatorzy chcą wykorzystać jego potencjał i niezwykły refleks,więc przydzielają mu nowego trenera-Mazera Rackhama-owianego legendarna aurą wojownika,którego Ender czcił od najmłodszych lat.Jednak chłopiec niedługo pozna prawdziwe oblicze tych,których niegdyś uważał za autorytety i rodzinę...

1 lipca 2015

#3 Gwiazd naszych wina-John Green


Hazel choruje na raka i nie rozstaje się ze swoją butlą tlenową . Mama pewnego dnia stwierdza , że jej córka ma depresję i zapisuje córkę do grupy wsparcia prowadzonej przez faceta z przebytym nowotworem jąder w piwnicy kościoła . Tam dziewczyna poznaje Augustusa - jednonogiego chłopaka , który trzyma w ustach niezapalone papierosy , kontempluje nad sensem bytu jednonogich prawiczków względem kompletnych kończynowo ludzi . Hazel zaprzyjaźnia się z nim i za sprawą niedokończonej książki niejakiego van Houtena zakochuje się w nim . Mimo iż czas i śmierć doganiają ich szybciej niż oni uciekają to starają się żyć każdą chwilą , tak jakby ona mogła normalnie oddychać , a on nie miał kostniakomięsaka...

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.