Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura Współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura Współczesna. Pokaż wszystkie posty

3 sierpnia 2016

#122 Martwy aż do zmroku-Charlaine Harris

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki. Przywódcy religijni i polityczni na całym świecie wyrazili już na ten temat swoje zdanie i jedynie mieszkańcy Bon Temps, małego miasteczka w Luizjanie, nie mogą się zdecydować, co o tym naprawdę myśleć.
Miejscowa kelnerka, Sookie Stackhouse dobrze wie, jak wygląda życie na marginesie społeczeństwa. Jako osoba posiadająca wątpliwy dar słyszenia myśli innych ludzi, przychylnie patrzy na integrację społeczną wampirów, a w szczególności na pewnego przystojnego 173-latka, Billa Comptona. Niestety, seria tajemniczych wydarzeń, które towarzyszą pojawieniu się Billa w Bon Temp,s wystawi otwartość Sookie na ciężką próbę.


Co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę książkę? Cóż , stanęłam w bibliotece i nagle nabrałam ochoty na coś o wampirach... nie wiem, była to nagła potrzeba, taki czytelniczy szept w głowie (Greenie, słyszysz szepty, może to już pora?). Rozejrzałam się i mój wzrok padł na rząd szarych książek o dość osobliwych tytułach. Wzięłam pierwszą i gdy zobaczyłam na okładce wampirze kły nie zastanawiałam się długo. Nie nastawiałam się na zbyt ambitną lekturę, choć fakt, że na podstawie tej długiej jak Pretty Little Liars sagi powstał serial zaintrygował mnie. I cóż, muszę przyznać, że nie jest to lektura z górnej półki , ale zaspokoiła moją potrzebę, a nawet zaciekawiła, parę razy sprawiła, że się zaśmiałam i pokazała nieco inny obraz wampirów niż ten, który znamy ze "Zmierzchu".

Sięgając po tę książkę musicie wiedzieć,żeby nie nastawiać się na mega opowieść o wampirach pełną krwi, napakowaną akcją i intrygami. Oczywiście, główną rolę odgrywają tu uprzedzenia ludzi do wampirów oraz seria dziwnych zabójstw, pojawia się kilka zwrotów oraz wątków zaskakujących, ale poza tym jest to bardziej początek sagi o dziewczynie ze słabością do wampirzych mężczyzn, która w momencie wejścia w taki związek z nieświadomie komplikuje swoje życie.

Główna bohaterka, Sookie na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco pusta - blondynka otwarcie przyznająca się do swojej urody pracująca jako kelnerka i przyciągająca wzrok klientów. Jednak to tylko pozory-kobieta wie o świecie wampirów więcej niż ludzie wokół niej, jej babcia także , a wartością jaką pielęgnuje nader wszystko jest przyjaźń. Mam neutralny stosunek do jej postaci - obeszło mnie jej nieciekawe zachowanie, a to prawidłowe usatysfakcjonowało. Postacie drugoplanowe, choć nieco schematyczne i przewidywalne poprzez swoją ilość i różnorodność tworzą ciekawe tło , a niekiedy okazują się kimś zupełnie innym niż z początku się przypuszczało. Jeśli chodzi zaś o naszego wampira Billa , to chyba mój ulubiony bohater z tej książki. Autorka stworzyła złożoną, silną, niezależną i posiadającą zdolność czarnego humoru osobowość, w której nie sposób się nie zakochać jak Sookie. Bo pomimo zimnej i bladej otoczki nasz mężczyzna okazuje się o dziwo opiekuńczy, choć na swój...czasem kontrowersyjny sposób.


Świat wydał mi się nagle złym i strasznym miejscem, zamieszkanym przez same podejrzane istoty, wśród których wędrowałam niczym jagnię z dzwonkiem na szyi przez dolinę śmierci...

Jak już wspominałam, prócz wampirzego filaru sama fabuła ociera się o kryminał. Ktoś brutalnie zabija młode kobiety i głównymi podejrzanymi stają się wampiry, jako, że na ciałach ofiar znaleziono ślady ugryzień. Sookie i Bill chcą to wyjaśnić zanim padnie długo budowany spokój w relacjach wampir-człowiek. W tym celu zejdą do przysłowiowych "Podziemi" , a nasza bohaterka przekona się, że świat wampirów jest faktycznie tak fascynujący jak jej się wydawało, ale mroczny i okrutny, bezwzględny oraz skomplikowany, przez co jej miłość do Billa zostanie wystawiona na próbę. Autorka nie boi się przy tym opisywać zwyczajów wampirów, nawet tych, które mogą brzydzić czy odrzucać. Stworzyła parę własnych "właściwości" , które czasem bawią ,niekiedy odrzucają, ale koniec końców tworzą ciekawą , nieco "nowocześniejszą" wersję potomków drakuli.
Nie wiedziałem, czego pragnę, dopóki nie odkryłem, że mogę to stracić.
Mimo swej schematyczności, niezbyt rozbudowanej na zasadzie zagadek i tajemnic fabuły książka wciąga poprzez wartkość historii oraz lekki język. To taka książka , gdy poszukuje się czegoś mało ambitnego po naprawdę dobrej książce lub po ciężkim dniu, gdzie zmęczenie bierze górę i nie ma się ochoty skupiać i łączyć skomplikowanych wątków. Nie powala na kolana , raczej zostawia z poczuciem dobrej, acz nie ujmującej ani zmieniającej życie lektury. Nie umiem stwierdzić, czy bardziej mi się podobała, czy nie podobała. Znajduje się gdzieś na środku, pomiędzy, czyli nie wywołuje w czytelniku uniesień ani zbędnych złości. Lekka, szybka w czytaniu, niezbyt ambitna książka i wampirach.

Podsumowując, "Martwy,aż do zmroku" okazał się taki jaki oczekiwałam - bo się nie nastawiałam. Wiedziałam, że nie będzie to górnolotna książka, raczej jak porównanie kupnego jabłecznika do tego domowego - niby się zje, ale to nie to samo. Mimo to mogę śmiało polecić historię Sookie na gorsze dni, w te deszczowe , albo gdy poszukujecie czegoś do odetchnięcia. Na pewno sięgnę po następne tomy, z czystej ciekawości oraz gdy poczuję, że znów ma ochotę na coś o wampirach albo na coś niezajmującego. Cóż, to jedna z tych książek, którym może i należy dać niską ocenę , ale nie czuje się do nich nienawiści czy innych skrajnych odczuć.


★★★★★★
Tytuł Oryginału-Dead Until Dark
Liczba Stron-386
Gatunek - Literatura Współczesna\Paranormal Romance


27 lipca 2016

#121 Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender-Leslye Walton

Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego...

Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.

Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?

Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie... 


(Rysunek mojego autorstwa , ale nie mam nic przeciwko jego kopiowaniu pod warunkiem , że napiszesz skąd pochodzi )




Mam słabość do piór i ptasich motywów na okładkach książek, tak więc jak tylko zobaczyłam cudowną okładkę "Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender wiedziałam , że muszę ją wziąć. Ponadto była przyjemna w dotyku, coś na granicy materiału dżinsów i legginsów. Muszę się niestety przyznać, że niewiele wiedziałam o samej książce, ale nie przeszkadzało mi to , gdyż obiła mi się już kilka razy o uszy i nie przypominałam sobie, aby były to złe komentarze. Odczekała grzecznie w kolejce , aż w końcu się za nią zabrałam. I miałam dziwne wrażenie , że powtarza się to, co w przypadku "Magonii" , choć może nie w tak pochłaniającym moje rozmyślania stopniu - historia, mimo niezbyt rozwiniętej akcji, gdyż jest to raczej opowieść o kolejnych pokoleniach kobiet, w których życiu mężczyźni byli tylko dodatkami, posiada własną , melancholijną i klimatyczną otoczkę, która oplata czytelnika delikatnymi chmurami i unosi do zupełnie innego świata, świata dziewczyny o nakrapianych, brązowych skrzydłach.

Znowu on. Los. To słowo często towarzyszyło mi, kiedy byłam dzieckiem. Szeptał do mnie z ciemnych kątów pokoju w czasie samotnych nocy. Był pieśnią ptaków na wiosnę i wołaniem wiatru w nagich gałęziach zimowego popołudnia. Los. Zarówno moja udręka, jak i pociecha. Mój towarzysz i moja klatka.

Tytułowa Ava jest narratorką, jednak nie poznajemy od razu jej historii. Przedstawia tylko kilka faktów - posiada skrzydła i niemniej osobliwego bliźniaka, bezskrzydłego, ale zamkniętego we własnym umyśle. Ava opowiada nam o swojej babci, której rodzeństwo umarło bardzo młodo, każde w dość... osobliwy sposób. To właśnie ta kobieta stanowi podwaliny całej fabuły, moment w którym wybiera miłość bez wzajemności otwiera drzwi do opisu życia matki Avy. Czytelnik ma wrażenie, że na kobiety z rodziny Lavender spadła klątwa i tylko czeka na kolejne nieprawdopodobieństwa. takie jak niezwykłe dary postaci oraz mieszanie się fantazji z rzeczywistością. Ava o sobie zaczyna mówić gdzieś w połowie książki, przedstawia obraz osoby odseparowanej od społeczeństwa przez doświadczoną w sprawach reakcji społeczeństwa na inność matkę. Dziewczyna mimo wszystko posiada przyjaciół - rodzeństwo z domu naprzeciw. To oni właśnie wyrywają Avę z jej skorupy, otwierają jej skrzydła i pokazują, że inność nie jest taka zła. Ale w tym małym buncie Avy kryje się też mroczniejsza strona, w której to niestety ujawnia się racja jej matki. Do miasta przyjeżdża pewien młody i przystojny mężczyzna, którego podsyca chora pasja do uskrzydlonej dziewczyny, którą ciekawi uroczy i ku jej nieświadomości , niebezpieczny lokator...

To, że miłość nie wygląda tak, jakbyś tego chciała, nie znaczy, że jej wokół ciebie nie ma.

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to na pewno książka niepowtarzalna i oryginalna w każdym calu. Autorka stworzyła przepiękną historię pokoleń naznaczonych przez życie, ale silnych kobiet, które radził sobie z każdym problemem. W nieco skomplikowany, ale pomysłowy i przemyślany sposób Walton ukazuje ludzkie problemy , wady w przenośny sposób. Pogodzenie się ze zmianami, uzależnienia, trudy macierzyństwa, pierwsze zauroczenie , nieodwzajemniona miłość... znajdziecie tu dosłownie wszystko, choć większość wątków krąży wokół miłości, niekoniecznie pięknej i z "happy endem". Tak naprawdę opowieść Avy jest okropna, mroczna, tajemnicza i pełna okropieństw oraz rozczarowań, ale celowo napisana w ten klimatyczny , jak ja to określam "pastelowy" sposób, czytelnik przez to odczuwa ciężar tego co przeczytał dopiero po jakimś czasie, gdy nadchodzi zrozumienie, że za tą chmurkową i delikatną otoczką kryją się duchy z przeszłości i niekoniecznie przyjemne sekrety.

Dla wielu byłam wcieleniem mitu, uosobieniem najwspanialszej legendy i baśni. Inni uważali mnie za zmutowanego potwora. Ku mojemu nieszczęściu raz zostałam wzięta za anioła. Dla matki byłam wszystkim, dla ojca nikim. Babcia każdego dnia widziała we mnie wspomnienie ukochanych osób, które od niej odeszły. Ale ja znałam prawdę - głęboko w sercu zawsze to wiedziałam.
Byłam po prostu zwykłą dziewczyną.

Książka Leslye Walton zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - mimo leniwego początku i małej ilości akcji jest to dobrze napisana , przemyślana i zaskakująca pozycja. Niby mamy do czynienia z dziewczyną ze skrzydłami , która posiada bliźniaka, który mówi niezrozumiałe, pojedyncze słowa, a tak naprawdę autorka nie skupiła się na jej opowieści, a na całym stworzonym przez siebie świecie, pełnym intrygujących i różnorodnych postaci uosabiających najróżniejsze ludzkie charaktery i cechy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, każdy odkryje wątek poboczny, z którym się uosobi. Na Avie skupimy się tak naprawdę na końcu , kiedy to wszystko, co dotychczas przedstawiła autorka połączy się i stworzy zakończenie, którego na pewno nikt się nie będzie spodziewał, ja przynajmniej byłam naprawdę zszokowana i zaintrygowana na tyle, że jeszcze raz studiując całą historię, zrozumiałam więcej prawdy , jaką chciała nam przekazać Leslye Walton, niżbym oczekiwała pierwszy raz biorąc tę książkę do ręki. 

Podsumowując, "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to opowieść o okrucieństwach i niezrozumieniu wobec inności napisana niespodziewanie pięknym jak dla poruszanych w niej tematów językiem. Przeniesiecie się na chwilę do innego świata, popadniecie w swego rodzaju trans, gdzie rzeczywistość przestaje mieć znaczenie, a wszelkie nieprawdopodobieństwa, w które ciężko byłoby nam uwierzyć stają się prawdopodobne w miarę rozwijania się historii. Nie spodziewajcie się książki napakowanej akcją , gdyż jest to bardziej kronika rodzinna, pełna imion , historii miłosnych, niezwykłych darów , duchów przeszłości i uskrzydlonych dziewczyn, w której Ava wcale nie gra takich oczywistych pierwszych skrzypiec. Jest to też swoista przenośnia ludzkich problemów , które autorka opisuje poprzez gamę postaci. Dla mnie była to przyjemna i lekka lektura, której waga spada na czytelnika dopiero po jakimś czasie. Polecam, koniecznie zaparzcie sobie przy niej herbatę !


★★★★★★
Tytuł Oryginału-The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Liczba Stron-299
Gatunek - Literatura Współczesna

24 lipca 2016

#119 Złodzieje Snów - Maggie Stiefvater

Jeśli moglibyście wykraść przedmioty ze swoich snów, co byście zabrali? Amerykańska autorka fantasy kontynuuje magiczną sagę zapoczątkowaną tomem Król Kruków. W powieści Złodzieje snów opisane zostały dalsze losy trójki przyjaciół z elitarnej szkoły dla chłopców - Ganseya, Adama i Ronana - oraz pochodzącej z rodziny wróżek Blue. Teraz, kiedy linie mocy wokół Cabeswater zostały obudzone, życie bohaterów zmieni się nie do poznania. Nikt nie spodziewa się wyzwań, które mają nadejść... Ronan Lynch coraz głębiej wchodzi w świat snów. Ma pewien sekret, który ukrywa przed innymi, a czasem nawet przed samym sobą. Posiada szczególny dar - potrafi kraść przedmioty ze snów. Jednak nie jest jedyną osobą, która ich pragnie...
Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy.

(Pssttt... powiem wam w sekrecie, że nienawidzę rysować dłoni. Najgorsza męczarnia podczas procesu twórczego - pięćset razy gumkowania, żeby było dobrze)

Król kruków stał się dla mnie jak narkotyk. Uzależniłam się od wszystkiego, co z tą książką związane , weszłam w stadium fandomu i dosłownie wszędzie rysuję postacie z tej serii. Maggie Stiefvater stworzyła skomplikowany , tajemniczy, niezrozumiały i niezwykle klimatyczny świat, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Kto raz sięgnie po "Króla Kruków" ten już nigdy o nim nie zapomni - przysięgam ! Tym razem autorka dostarczyła nam nieco więcej faktów i historii z życia Ronana Lyncha , bohatera w stylu "niegrzeczny chłopiec", który gustuje w wyścigach samochodowych i tatuażach oraz... potrafi wyciągać przedmioty ze snów. Stiefvater musi być bardzo ciekawą i...osobliwą personą , bo wydarzenia książki są dość zawiłe, czasem niespójne, przepełnione fantastycznością i melancholią, a przy tym wciągające i zadziwiające. Szukasz baśniowego klimatu osadzonego w mocno współczesnym i jednocześnie starożytnym świecie? Wejdź do Cabeswater razem z Blue i kruczymi chłopcami!

Jak już wspomniałam , cała historia "Złodziei Snów", choć oczywiście opisuje losy wszystkich postaci, to w szczególności skupia się na Ronanie. Autorka rozwija tu wątek , z którym zostawiła nas w poprzednim tomie - wywoływaniem przedmiotów ze snów. Ten pozornie nieszkodliwy, a nawet przydatny dar przysporzy Ronanowi mnóstwo problemów, zresztą nie tylko jemu. Ronan zaczyna się pogrążać we władnym świecie i przestaje niekiedy nad tym panować, a jego przyjaciele , Gansey,Adam,Noah i Blue muszą teraz rozdzielać się między kontynuowanie poszukiwać Glendowera , a pomaganie chłopakowi. Ponadto pojawia się ktoś, kto także pragnie przysługi śniącego króla i wierzy, że Ronan może mu w tym pomóc. A to nie są koniecznie dobrzy ludzie... Maggie Stiefvater ma ogromny talent do budowania baśniowego napięcia, tworzenia skomplikowanych wzorów zagadek, które łączą się w najmniej spodziewanym momencie w najmniej spodziewany sposób. W "Złodziejach Snów" , podobnie jak w "Królu Kruków" nie sposób nic przewidzieć na dłuższą metę. Wybryki Ronana dostarczają coraz to nowych problemów, a na jaw wychodzą fakty z życia bohaterów, o których nawet czytelnik by nie pomyślał...

Miecz nie jest zabójcą, jest jedynie narzędziem w dłoni zabójcy.

Blue na dobre zakorzeniła się w życiu chłopców. Jest też rozdarta przez przepowiednię , która mówi, że chłopak, którego pocałuje , zginie. To ciekawe, że w oparciu o taką budowę postaci autorka tak naprawdę prowadziła wątek miłosny dość oszczędnie - miłostki pojawiały się, kiedy panował względy "spokój" , nie ma tu zbędnego swatania każdego z każdym,pojawiają się nowe zadurzenia , a zagubienie Blue we własnych uczuciach dodaje tylko całości tajemniczości i emocji, gdyż mi osobiście było szkoda dziewczyny, bo raczej ciężko jest nie kochać nikogo. Zwłaszcza gdy jej serce należy tak naprawdę do całej czwórki chłopców, choć trzepocze się najmocniej na myśl o Gansey'u. Ale jest jeszcze zakochany w niej Adam i bezpieczny Noah... Mogłoby się faktycznie wydawać, że to taki naiwny romansik, ale Blue, jak niepospolita nastolatka skupia się przede wszystkim na rozwiązaniu zagadki Glendowera , która nieoczekiwanie staje się sprzężona z jej własnym życiem, i to w najmniej oczywisty sposób...

Tajemnica to dziwna rzecz. [...] W życiu każdego z nas są tajemnice. Albo ich dochowujemy albo ktoś dochowuje ich przed nami. Posługujemy się nimi albo ktoś posługuje się nimi przeciwko nam. Tajemnice i karaluchy - oto co pozostanie, gdy wszystko się już skończy.
Tak zaczyna się książka. I to wystarczy za jej opis. Tajemnica goni tajemnicę, książka ze strony na stronę wciąga do swojego świata coraz bardziej, przyprawia o palpitacje serca, by po chwili je zatrzymać. Niewiele wyjaśnia, komplikuje , odrzuca założenia, by w końcu ukazać najdziwniejsze spośród rozwiązań, a jednak tak oczywiste. W życie bohaterów wkrada się coraz więcej mroku, Ronan nie dość , że nie potrafi do końca okiełznać swoich mocy, kłóci się z bratem i popada w nieciekawe towarzystwo , to jeszcze grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Jednakże muszę przyznać, że "Złodzieje Snów" to nie jest książka z Bóg wie jaką akcją , ale napisana takim językiem i tak dobrze skonstruowana (choć niekiedy skomplikowana i niezrozumiała) , że nawet jakby autorka chciała opisać zwyczaje żywieniowe dżdżownicy, to czytałabym to z zapartym tchem.

Każdy kto zdecyduje się sięgnąć po "Króla Kruków" , a później po "Złodziei Snów" musi się liczyć z delikatnym zagubieniem podczas czytania. Autorka pisze we własnoręcznie wypracowany sposób, widać, że ma swój własny świat , który czasem może czytelnika zwodzić. Ale postacie , mój Boziu , prześwietne postacie, nadrabiają wszystko ze zdwojoną siłą. Każda jest intrygująca ,ciekawa , nawet te "złe" kryją w sobie coś, przez co nie da się ich nienawidzić. Okazuje się też, że nasi kruczy chłopcy z tej "elitarnej szkoły dla bogatych dzieciaków" nie mają wcale tak kolorowego życia jakby się mogło wydawać. I nagle wizja spełnienia życzenia przez śpiącego władcę pojawia się w myślach każdego z nich, nie tylko Gansey'a... Jednakże przyjaźń jaka łączy ich wszystkich , także Blue jest tak silna , że żadne kłótnie nie są w stanie ich poróżnić, a charakter każdego ma w sobie cząstkę, która każe pomagać, nawet gdy niezbyt ma się na to ochotę.

Podsumowując, "Złodzieje Snów" to wspaniała kontynuacja "Króla Kruków" , nieco komplikująca sprawy i ciutkę zagmatwana, ale wciąż klimatyczna i wciągająca jak czarna dziura. Nie da się wyrwać, choć się próbuje. Ja pochłonęłam ją w jeden dzień, nawet nie zauważyłam upływającego czasu, zresztą nie ma co się dziwić, w Cabeswater zegar przestaje mieć znaczenie. Przeniosłam się do zupełnie innego świata , choć akcja toczy się tak naprawdę w Ameryce , to czuć magią i wróżbami, którymi zajmują się matka i ciotki Blue. Chcesz przeżyć coś niezwykłego, niewytłumaczalnego, co pozostawi cię w osobliwym nastroju, którego nie będziesz potrafić określić? Bierz się szybko za "Króla Króków" , poznaj kruczych chłopców, by w "Złodziejach Snów" wgryźć się w psychikę Ronana. Zobacz czym jest prawdziwa przyjaźń , jak działa bezinteresowna pomoc i przekonaj się , co leży u podwalin terminu "pasja". Polecam , i to bardzo !

★★★★★★
Tytuł Oryginału-The Dream Thieves
Liczba Stron-479
Gatunek - Science Fiction/Literatura Współczesna

20 lipca 2016

#117 Klucz-Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren

W ENGELSFORS ZBLIŻA SIĘ KONIEC.
Minął niespełna miesiąc od tragedii na sali gimnastycznej w liceum w Engelsfors, lecz Wybrańcy nie mają czasu, żeby dojść do siebie. Niebawem ich świat znowu stanie na głowie. Pytania znajdą odpowiedzi, tajemnice zostaną wyjawione, a lojalność będzie wystawiona na ciężką próbę. Czasu jest coraz mniej, a Wybrańcy mogą być pewni tylko jednego – że wszystko się zmieni. Klucz to ostatnia część trylogii o miasteczku Engelsfors. Poprzednie dwa tomy, Krąg i Ogień odniosły ogromny sukces zarówno wśród krytyków, jak i czytelników.

I oto jest - koniec , finał trylogii, która pochłonęła mnie bardziej niż oczekiwałam , zaskoczyła w bardzo pozytywny sposób i zachwyciła zaserwowaną mi historią. Myślę, że dla wielu czytelników nie jest sekretem, iż skandynawscy autorzy potrafią dobrze pisać, ich książki, a zwłaszcza kryminały i thrillery podbijają listy bestsellerów na całym świecie. Tym razem nasi autorzy z północy stworzyli mroczną trylogię dla młodzieży, trzy oryginalne cegły, które zawładnęły moim sercem i wręcz zadziwiły, gdyż nie miałam żadnych większych oczekiwań biorąc do ręki pierwszy tom. Skusiła mnie okładka , która w każdym tomie jest przepiękna. Krwawa książka, później serce , a na końcu czaszka  w otoczeniu czarnych róż obudziły we mnie przekonanie, że to mogą być moje klimaty.I tak też się stało. Teraz, gdy już po wszystkim , zadręcza mnie tylko jedno pytanie - Czemu ta trylogia nie jest bardziej znana ? Bo zdecydowanie powinna być.

Napisanie dobrego thrillera młodzieżowego nie jest zadaniem łatwym. Jednakże Strandberg i Elfgren w stu procentach mu podołali. Mrok, zawiłe tajemnice, rosnąca presja i obawa o losy świata, odkrywanie własnych mocy, niewiarygodne i okropne zdarzenia tworzą z całej trylogii niezwykle klimatyczną i dziwną w dobrym tego słowa znaczeniu serię. Zwłaszcza w "Kluczu" , gdzie demony rosną w siłę coraz szybciej, a brama przez którą mają szansę się dostać do naszego świata wciąż nie zostaje zamknięta, czytelnik szczególnie odczuwa wszystkie problemy bohaterów. Autorzy świetnie wykreowali świat, w którym ludzie żyją nieświadomi istnienia grupy nastolatków, w których rękach spoczywa ich los. Zadziwia dopracowaniem i ścisłym trzymaniem się wątków, łączeniem ich w odpowiednich momentach , nadawaniu akcji prawidłowego tempa i wprowadzaniu jej zwrotów w najmniej spodziewanych momentach. Pod tym względem "Klucz" nieco przewyższa swoje poprzedniczki - cały czas coś się dzieje, a czytając nie ma co nawet kusić się o przewidywania, bo i tak się nie sprawdzają. To sprawia, że książkę mimo ponad 800 stron czyta się na jednym wdechu , niewiarygodnie szybko i zdecydowanie za szybko.

Kiedy człowiek ogląda film, to chce wierzyć, że jest jak ten bohater. Że byłby tym, który kwestionuje, dostrzega prawdę, choć nikt inny tego nie robi... a potem odkrywa, że wcale nie jest bohaterem.

Postacie przedstawiają sobą najróżniejsze rodzaje ludzkich bohaterów, a przy tym zmieniają się nie do poznania w porównaniu z poprzednimi tomami. Zaczynają coraz więcej rozumieć, odrzucają stare uprzedzenia wobec siebie i odkrywają głębsze znaczenie przysłowia , że "przyjaciół poznaje się w biedzie". Wszystko co było przedtem przestało mieć znaczenie , grzeczne dziewczynki zaczęły pogrążać się w mroku, a te które nurzały się w nim od lat wychodziły na światło dzięki innym. Tak naprawdę nie nienawidzi , ani nie kocha się żadnej z nich ponad resztę , gdyż cały czas dzieje się coś, co zmienia nasze nastawienie , a później znów coś odwraca je o sto osiemdziesiąt stopni jak i zmusza do przemyśleń (ja miałam tak w przypadku Idy), co spowodowało taką właśnie sytuację - trochę zapędy na psychologię ze szczyptą kryminału. Przy tym wszystkim wszyscy bohaterowie są do bólu prawdziwi - dialogi moglibyśmy spotkać dziś na ulicy , a ich zachowania nie są sztuczne , czy wymuszone, są ściśle związane z zaprojektowanym dla nich charakterem.

[...] nie należy się bać władzy. Uzmysławia sobie, że to był błąd. Należy się jej bać, bo władza jest niebezpieczna. Należy się z nią ostrożnie obchodzić, być wobec niej krytycznym. A przede wszystkim trzeba ją podzielić. Nikt nie jest tak dobry, żeby rządzić całym światem. I nikt nie może go uratować w pojedynkę.

Cała trylogia, a dla mnie zwłaszcza "Klucz" , jej finał, to historia przede wszystkim o potędze przyjaźni, miłości i o poszukiwaniu własnego "ja" , która mogłaby wydać się ograna w świecie literatury, a jednak trylogia "Engelsfors" wprowadza w ten wątek powiew nowej, nieco mrocznej i bardzo współczesnej świeżości. Akcja pędzi za akcją, nie ma miejsca na zbędne opisy czy użalanie się bohaterów nad własnymi rozterkami miłosnymi(które oczywiście się pojawiają, ale najczęściej niosąc ze sobą albo zapowiedź klęski bądź wzlotu). Tu rządzi mrok, intrygi skrywane przed oczami świata i wewnętrzne konflikty między Wybrańcami, a tymi, którzy ich powołali. Przekonamy się, że czasem trzeba podejmować złe w oczach innych decyzje, aby zaprowadzić pokój. Dobro nie zawsze musi być oczywiste , czasem trzeba zacisnąć zęby i stawić czoło czekającemu złu władając jeszcze większym złem. Decyzje bohaterów będą szokować , oburzać i zniesmaczać , by potem dać nam czas do namysłu , że nie było innego wyjścia. Śmierć i życie zagrają w tej książce w karty i w końcu jedno z nich rzuci na stół asa... i wtedy czytelnik nagle wszystko zrozumie.

[...] nie należy się bać władzy. Uzmysławia sobie, że to był błąd. Należy się jej bać, bo władza jest niebezpieczna. Należy się z nią ostrożnie obchodzić, być wobec niej krytycznym. A przede wszystkim trzeba ją podzielić. Nikt nie jest tak dobry, żeby rządzić całym światem. I nikt nie może go uratować w pojedynkę.

Engelsfors to niby opowieść o Wybrańcach, nastolatkach obdarzonych niezwykłymi zdolnościami, ale tak naprawdę jest to tylko jeden z wielu wątków kluczowych. Autorzy opisują życie i historię każdego bohatera ukazując nam jego problemy , które są przeróżne - od trudności z radzeniem sobie z samodzielnym życiem, przez kryzys własnej seksualności po śmierć bliskich i zagubienie. Tak naprawdę żadna z postaci nie ma "normalnego życia" i to sprawia , że są sobie tak bliskie, a czytelnik utożsamia się z wybraną. Można by pomyśleć, że przy takiej ilości bohaterów ciężko poświęcić każdemu odpowiednią ilość czasu, ale Strandberg i Elfgren całkowicie sobie z tym poradzili i stworzyli całą gamę opowieści, które dają często do myślenia , wzruszają i przypominają o tym, że osoby napastowane przez życie najczęściej okazują się najsilniejsze. Mojemu sercu najbliższa jest Linnea (kto czytał , może teraz kontemplować , zastanawiać się) oraz w pewnym sensie Anna-Karin. Wciąż tęskno mi do nich i trochę szkoda, że moja przygoda z Wybrańcami z Engelsfors dobiegła końca...

Podsumowując, "Klucz" to świetny finał tej niezwykłej , zdecydowanie niedocenianej trylogii , który jeszcze tylko podniósł moje i tak już wysokie mniemanie o jej autorach. Dostałam mroczną, skomplikowaną, nieco niezrozumiałą na początku historię, która rozwinęła skrzydła w drugim tomie, aby w trzecim wzlecieć wysoko w niebo. Jestem w pełni usatysfakcjonowana z tego, co dostałam i mogę śmiało polecić całą serię każdemu - chłopakom, dziewczyno, młodszym, starszym. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a niezwykłe zdolności w połączeniu z grożącym atakiem demonów i niewygodne prawdy z przeszłości wciągną na długie godziny, aż przestanie się odczuwać, że te książki to te przysłowiowe "cegły". Czekam na kolejne książki tej pary autorów bądź ich indywidualną twórczość, gdyż dali mi się poznać z najlepszej jak na autora strony. Tak powinno się pisać książki dla młodzieży , które dziś nieco tracą swój polot. Tych na pewno długo nie zapomnę.


★★★★★
Tytuł Oryginału-Nyckeln
Liczba Stron-808
Gatunek - Literatura Młodzieżowa/Thriller

15 lipca 2016

#115 Król Kruków - Maggie Stiefvater

(Przepraszam za jasność zdjęcia, ale rysowałam na ciemnym papierze i nawet lampka i program niewiele pomogły, a ten papier jest genialny!)
Pierwszy tom magicznej sagi.
Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.
Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.
Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera.
Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.
Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...
Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...

O tej książce słyszałam dosłownie wszędzie. I nie spotkałam się jeszcze z jednoznacznie negatywną opinią na jej temat. Zaciekawiona tym, co tak pochłania czytelników podczas tej lektury także po nią sięgnęłam. I już wiem. Już wiem, dlaczego wszyscy tak kochają "Króla Kruków". Przepadłam kompletnie dla tej książki, odnalazłam nowe miłości i po prostu zatraciłam się w tej niezwykłej, klimatycznej , oryginalnej i skomplikowanej historii. Autorka oczarowała mnie tym co zrobiła wprawiając w dziwnie nostalgiczny nastrój, podobny do tego odczuwanego przeze mnie w przypadku "Magonii". Przeniosłam się do zupełnie innego miejsca , gdzie sny mieszają się z rzeczywistością, a pozory mylą jak jeszcze nigdy dotąd.

Nasza tytułowa bohaterka , Blue , która w ogólnym rozrachunku miano głównej dzieli jeszcze z czterema "kruczymi chłopcami" od razu skradła moje serce. Już dawno nie spotkałam tak ciekawie skrojonej postaci osadzonej w tak...niespotykanym środowisku. Blue mieszka z mamą, ciotkami oraz kuzynką. Wszystkie są wróżkami i posiadają jakieś niezwykłe zdolności. Jakby tego było mało, Blue nie ma pojęcia , kto jest jej ojcem , a jej dar , który polega na wzmacnianiu mocy innych obdarzonych , jest bardzo przydatny wszystkim , tylko nie jej samej, bo tak naprawdę Blue egzystuje jak zwykła nastolatka. Choć może jej styl, pełen niezgodności i własnoręcznie uszytych ubrań nieco odbiega od normy...W każdym razie , nie da się jej nie lubić. Niska, zabawna , czasem kapryśna dziewczyna, na której ciąży tajemnicza, miłosna klątwa. Jednakże nie ma co przewracać oczami nad tym "kolejnym miłosnym wątkiem". W książce jest go tak naprawdę niedużo, sprowadza się bardziej do rozterek Blue, które nie są rozpisywane na kilka stron , a raczej ukazywane są jako epizody, które okazują się nagle wprowadzeniem do jakiejś zagadki lub konfliktu. Byłam wręcz zachwycona, z jaką biegłością Maggie Stiefvater łączy ze sobą fakty, wplata w siebie poszczególne nitki opowieści, które co róż to się plątały, to się rozplątywały.

Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.
Jeżeli zaś chodzi o resztę postaci, w głównej mierze o "kruczych chłopców" , to nie potrafię się zdecydować na jednego ulubieńca. Cała czwórka - inteligentny i opiekuńczy Gansey, buntowniczy i pyskaty Ronan, zagubiony i uczuciowy Adam , wycofany i cichy Noah - wszyscy zakradli się do mojego czarnego serduszka i poruszyli jakąś jego część (a muszę powiedzieć, że mało która męska postać książkowa potrafi to zrobić!), zakradli się , zasiedli i już tam zostali. Śmiałam się jak głupia przy ich dialogach i żartach, niekiedy nawet wzruszyłam , gdy chodziło o poważne dla nich sprawy i padały wówczas ckliwe wyznania, urocze i świetnie rozpisane. Ogólnie język książki jest bardzo oryginalny - nieco melancholijny, niekiedy niezrozumiały, jak ja to lubię nazywać "przydymiony" i nieco baśniowy, a przy tym prosty i sprawiający, że nawet jak nic wielkiego się nie działo, to książka ciekawiła tak samo jak w przypadku nagłych zwrotów akcji. Myślę, że w końcu udało mi się znaleźć autorkę godną w moim rankingu zająć miejsce obok Julianny Baggott, która równie wielce porwała mnie stylem pisania, w pełni przemyślanym i opracowanym w każdym szczególe. Tak też czuję, że Maggie Stiefvater musi być dość... ciekawą i osobliwą personą.

Ogólnie cały zamysł książki opiera się na poszukiwaniach Glendowera, króla ze starej baśni , który ma oddać swemu wybawcy, który go obudzi przysługę. Gansey od dawna sporządza notatki i plany , kreśli mapy. Adam , Ronan i Noah dołączyli do jego "małej obsesji" nieco później, niektórzy z większym , niektórzy z mniejszym zapałem, ale ogólnie wszyscy wnoszą jakiś wkład w szukanie uśpionego władcy. Później w ich życiu zjawia się Blue i żaden z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jej życie jest powiązane z życiem Gansey'a. Jednak zarówno ona jak i chłopcy w pełni oddają się przygodzie , podczas której wychodzą na jaw nieprawdopodobne i zadziwiające fakty z historii każdej postaci. Ogół faktów, których się dowiadują sprowadza się jednocześnie do tego smacznie chrapiącego króla, co zadziwi wszystkich. A zakończenie książki.. mój boziu! Jest tak zaskakujące i nieprzewidywalne, że aż chce się od razu sięgnąć po następną część !

- Mam do was prośbę. Umówmy się, że od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy. Koniec z gierkami. To dotyczy nie tylko Blue. Wszystkich.
- Ja zawsze jestem szczery - prychnął Ronan.
- Człowieku, to największe kłamstwo w twoim życiu - odparł Adam.
Jeżeli mam być szczera , to nie mam tak naprawdę do czego się przyczepić. Wszystko - od głównego wątku , przez drobne miłostki , po postacie - jest na swoim miejscu i perfekcyjnie odgrywa swą rolę. Świat wykreowany przez autorkę jest piękny, chaotyczny , zdumiewający , pełen snów i niewyjaśnionych zjawisk. Czytelnik zakochuje się w bohaterach obu płci, a wydarzenia otoczone są baśniową i oryginalną atmosferą, w którą się wpada, zatraca się. Historia z pewnością jest oryginalna i przemyślana, humorystyczna , wzruszająca i pełna akcji , czyli staje się idealnie wysmażonym stekiem wśród rzeczy hamburgerów. Przywodzi na myśl czasy pierwszych serii czytelniczych e życiu każdego książkocholika - gdzie im fantastyczniej i nieprawdopodobnie - tym lepiej. 

Podsumowując, "Król Kruków" zasługuje na laury jakie zbiera w stu procentach. Dla mnie była to wspaniała przygoda, po której mam ochotę na więcej. Maggie Stiefvater stworzyła cudo, które spodoba się czytelnikom obu płci i chyba w każdym wieku. Nie da się przy niej nudzić, postacie grają tu główne skrzypce, każda posiada własny charakter , niepodobny w żadnym stopniu do charakteru drugiej, ale w jakiś niewytłumaczalny sposób kompatybilny do reszty. Żaden nie jest pomijany, co jest kolejnym wielkim plusem , każdy ma tajemnice, które nadają historii tempa i atmosfery. Poszukiwania dopiero się zaczęły , Blue wciąż walczy z klątwą i próbuje ją od siebie odsunąć i mam wrażenie , że jeszcze morze nowych faktów przede mną . Nie mogę się już doczekać! Polecam z całego serca !

★★★★★★
Tytuł Oryginału-The Raven Boys
Liczba Stron-496
Gatunek - Science Fiction/Literatura Współczesna

5 lipca 2016

#111 Aplikacja-Lauren Miller

Co się stanie, gdy życie ludzi zostanie zdominowane przez elektroniczne urządzenia osobiste? Gdy ich spersonalizowane telefony będą im podpowiadać, co powinni zjeść, w co się ubrać, gdzie pójść i z kim zaprzyjaźnić? Oto czasy, w których wielki koncern Gnosis, następca firm Apple i Google, wprowadził na rynek najbardziej rewolucyjne narzędzie wszech czasów: aplikację na telefon Lux. Ten innowacyjny program optymalizuje podejmowanie decyzji przez użytkownika, biorąc pod uwagę jego dobro i preferencje osobiste, co ma dać najlepsze możliwe rezultaty. 16-letnia Rory uważa za oczywiste to, że aplikacja Lux stanowi klucz do zdrowego i szczęśliwego życia. Kiedy zostaje przyjęta do elitarnej Akademii Theden, wydaje się, że rysuje się przed nią przyszłość doskonała. Ale w tej idealnej, wymarzonej szkole pod gładką powierzchnią czai się coś złego. A potem Rory poznaje Northa, przystojniaka z miasta, który prowadzi życie outsidera i – o zgrozo! – nie korzysta z Luxa, co fascynuje dziewczynę. Wkrótce bohaterka zaczyna postępować wbrew rekomendacjom aplikacji – zaczyna słuchać głosu intuicji, którą nauczono ją ignorować. Ten wybór poprowadzi ją do odkrycia prawdy, której ani ona, ani nikt inny nie mógł się spodziewać.

O tej książce dość głośno było zarówno przed jej premierą jak i po niej. Ja dostałam ją na święta i jakoś tak trochę u mnie poleżała, zanim w końcu, z czystej ciekawości sięgnęłam po nią , gdy przeczytałam kolejną pochlebną na jej temat opinię. Podchodziłam do niej bez większych oczekiwań, spodziewałam się raczej kolejnej lekkiej i niezobowiązującej młodzieżówko-dystopii (bo mam dziwne ważenie, że właśnie takie wydaje Feeria young). Cóż, po raz kolejny w tym roku przeżyłam ogromne zaskoczenie-w dobrym tego słowa znaczeniu. "Aplikacja" okazała się nie tylko ciekawą i niezwykle pomysłową , ale też bardzo dojrzałą i dającą do myślenia lekturą, od której nie mogłam się oderwać.

Główna bohaterka od samego początku przypadła mi do gustu - nieokreślona jednym schematem, ukazująca dokładnie uosobienie dzisiejszej młodzieży - niby to wolnej, ale uwiązanej przez technologię i różnego rodzaju aplikacje. Pojawia się też ekscentryczny przyjaciel, nie korzystający z tej przedziwnej aplikacji podejmującej za nas wybory, od którego tak naprawdę wszystko się zaczyna. To przy nim Rory zaczyna po raz pierwszy dostrzegać, że można żyć podejmując własne decyzje, i że one też mogą być słuszne. Cóż, ale popsuty już przez propagandę Gnosis rozsądek nie przyjmuje tego do świadomości dziewczyny i dalej brnie w błogiej nieświadomości, posiłkując się wyborami podanymi na tacy. Można by się spodziewać , że taka będzie i szkoła, do której dostaje się Rory- robiąca pranie mózgu młodym, aby później łatwiej było ich sterować przez władzę. I tak też jest, ale zza fasady dyktatury wyłaniają się odmieńcy, którzy na zawsze zmienią Rory i w końcu otworzą jej oczy... ale czy pod jej nieobecność starzy ich nie zamknęli?

Głos szeptał, żebym się nie martwiła, chociaż rozsądek mówił, że powinnam. Namawiał mnie, żeby zwolnić, kiedy akurat się spieszyłam; żebym była miła, gdy pałałam złością; żeby słuchać, gdy rozpaczliwie chciałam, by to mnie słuchano.
Książka przedstawia dość przerażającą wizję przyszłości, która już niedługo może nas powitać. Bo czy już dziś nie wpatrujemy się godzinami w nasze telefony, nie korzystamy z aplikacji ułatwiających nam życie i nie wykorzystujemy technologii w praktycznie każdej dziedzinie życia? Autorka wprowadza nas do świata tak rzeczywistego i tak prawdziwego, że niekiedy czytelnik musi rozejrzeć się wokół, czy to wszystko aby na pewno nie dzieje się w jego otoczeniu. Pokazuje jak naiwny i jak uzależniony od zdobyczy technologii jest umysł dzisiejszego człowieka. Obraz rzeczywistości, w której największe koncerny produkujące wszelkiego rodzaju aplikacje skutecznie nami manipulują, zmuszając do kupowania jednej za drugą, w przekonaniu , że są one nam potrzebne, a tak naprawdę ograbiają nas z poczucia poprawności własnych wyborów. Naprawdę, to co stworzyła Miller nie tylko zaskakuje swoją wymową, ale też świeżością, w trochę gorszym tego słowa znaczeniu. O nie, to nie jest zwykła młodzieżówka.

-To o to tutaj chodzi? - spytałam. - O pieniądze?
- A nie jest tak, że zawsze chodzi o pieniądze?

Lauren Miller świetnie opracowała też przemianę w psychice głównej bohaterki - z nudnej i schematycznie podchodzącej do świata dziewczyny zmienia się w żywą i dostrzegającą piękno otoczenia buntowniczkę. Oczywiście , jak to w młodzieżówce, dzieje się to za sprawą innego, zbuntowanego chłopka , ale powiem wam szczerze, że już od bardzo dawna żaden wątek miłosny oparty na zasadzie "on buntownik, ona się przez niego zmienia na lepsze" nie przypadł mi tak do gustu. North okazał się zabawną i ciekawie okrojoną postacią, niejednoznaczną i naturalną, przez co także dialogi nie były sztuczne , ani wymuszone, a niekiedy nawet do bólu szczere , dzięki czemu nawet parę razy udało mi się uśmiechnąć pod nosem. W ten można powiedzieć ograny sposób autorka zwraca się do nas z prośbą, abyśmy choć na chwilę odłożyli nasze telefony i spojrzeli na świat tak , jak kiedyś patrzyli nasi dziadkowie, których jedynym światem technologii było trzeszczące na parapecie radio. Bo świat jest piękny, tylko my patrzymy już na niego przez pryzmat zdjęcia, jakie można by tu zrobić , albo walorów estetycznych oglądanego widoku, a nie jego wartości dla samopoczucia naszej duszy.

"Aplikacja" to także książka uwikłana w sieć intryg, gdzie nikt nie jest tym , kim wydaje nam się w pierwszej kolejności , a nasze "lubię go, nie lubię jej" zmienia się jak w kalejdoskopie ze strony na stronę. Mimo , iż akcja wydaję się mało wartka , to cały czas coś się dzieje poprzez wyjaśnianie coraz to nowszej tajemnicy i wprowadzaniu dwóch kolejnych na jej miejsce. Mnie osobiście ta książka dość mocno uczuliła na ilość czasu jaki spędzam przy telefonie (choć i tak nie ma go dużo) i dwa razy zastanawiam się, czy aplikacja, którą chcę pobrać jest mi naprawdę potrzebna. Prócz tego jest to też świetna i przyjemna opowieść o sprawczej sile prawdziwej przyjaźni, która nawet jak się zachwiej, to zawsze znajdzie drogę powrotną.

Podsumowując, "Aplikacja" była dla mnie dużym zaskoczeniem, na plus i świetną lekturą opowiadającą tak naprawdę o tym, co już niedługo nas czeka. Zmusza czytelnika do przemyśleń i zasiewa dość dobre ziarno niepewności w naszych umysłach. Jest to na pewno książka wartościowa i warta polecenia, zwłaszcza ludziom młodym , którzy żyją w świecie ogarniętym przez konsumpcjonizm i globalizację. Ja jestem pod dużym wrażeniem i czekam jak dalej potoczy się kariera pisarska Lauren Mille i przy okazji przekonałam się do wydawnictwa Feeria Young.

★★★★★
Tytuł Oryginału-Free to Fall
Liczba Stron-456
Gatunek - Dystopia/Science-Fiction

28 czerwca 2016

#109 Chcę cię usłyszeć-Diane Chamberlain

Obietnica złożona przez Laurę Brandon umierającemu ojcu była prosta: odwiedziny u starszej kobiety, o której wcześniej nie słyszała, a która nie pamięta nic poza odległą przeszłością. Wizyta u Sarah Tolley wydawała się niewielkim poświęceniem. Rzecz jednak w tym, że obietnica Laury skutkuje kolejną śmiercią. Jej męża. Świadkiem samobójstwa była ich pięcioletnia córka Emma, która nie chce o tym mówić... nie chce wcale mówić. Zdruzgotana, gnębiona poczuciem winy Laura kontaktuje się z jedyną osobą, która może być w stanie jej pomóc. Mężczyzną, którego spotkała tylko raz przed sześciu laty. Który nie wie, że jest prawdziwym ojcem Emmy. Próbując spełnić obietnicę daną ojcu i pomóc własnej córce Laura odkrywa opowieść o miłości i rozpaczy, o odwadze i niewypowiedzianym złu, opowieść okrytą całunem milczenia... 
Czy prawda nas wyzwoli?
Czy zawsze dotrzymujesz obietnic?
A ty co być zrobiła aby pomóc swojemu dziecku?

Chyba większość czytelników udzielających się jako tako w internetowej sferze wszystkiego zna stronę kobietytoczytaja.pl. Ja, osobiście, nigdy nie odczuwałam pociągu do obyczajówek, ale powiedziałam sobie, że nie samą fantastyką człowiek żyje i zajrzałam na tę stronkę, gdyż słyszałam o niej same dobre rzeczy, a zwłaszcza o zamieszczanych tam powieściach Diane Chamberlain, przez wielu nazywanych mistrzynią. Poczytałam odrobinkę o jej różnych książkach i zdecydowałam się na tą , ze względu na chyba najciekawszy opis i nie będę ukrywać...przecudowną okładkę (tak , wiem , że nie ocenia się książki po okładce, ale co ja poradzę, że ta dziewczynka, na tle tego złotego pola...). Okazało się, że jest dostępna w mojej bibliotece, więc nie tracąc czasu zabrałam się za nią jeszcze tego samego dnia, gdy do mnie trafiła.

Książka o dziwo nie zaczyna się nudnym opisaniem okoliczności historii jak to było z obyczajówkami, z którymi dotychczas się spotkałam. Wręcz przeciwnie - akcja od razu zaczyna się wartko toczyć, dowiadujemy się już pierwszych tajemnic i zagłębiamy w zagmatwany świat wydawać by się mogło z pozoru zwyczajnej kobiety , jej dość dużo starszego męża i małej, gadatliwej dziewczynki - ich córki. Wszystko wydaje się w miarę normalnie układać, do momentu, gdy mąż Laury popełnia samobójstwo, a jej córka przestaje mówić. Wtedy historia nabiera tempa - czytelnik zostaje zasypany coraz to nowszymi faktami , niekiedy naprawdę szokującymi, które układają całą opowieść na nowo, jakby wszystko , w czym żyła Laura do tej pory zniknęło za sprawą spełnienia obietnicy danej ojcu.

Ze szczęściem jest tylko ten kłopot, że nigdy nie trwa długo.

Nawet nie spodziewałam się, że ta książka tak mnie pochłonie. Nie mogłam się wręcz oderwać. Muszę przyznać, że żyłam w błędnym przeświadczeniu, że obyczajówki zazwyczaj opierają się na utraconej i odzyskiwanej miłości. A tu bum ! Chamberlain wręcz rzuciła we mnie wątkami, których nawet się nie spodziewałam - traumą małego dziecka, sekretami rodzinnymi podszytymi utratą pamięci kobiety, do której na prośbę ojca chodzi Laura, tajemniczy przewoźnik w balonach , okrutne badania z II wojny światowej będące zalążkiem całej historii... normalnie jakbym dostała przy okazji ciutkę kryminału ze szczyptą thrilleru. A okładka niby taka urocza ! Nie dajcie się zwieźć ! Chamberlain tylko przez pierwsze rozdziały ukazuje nam idylliczny , nieco cukierkowy świat. Później otwiera się Puszka Pandory.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to , że mimo swojego nieprawdopodobieństwa, historia wręcz kipi prawdziwością. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale miałam wrażenie jakbym czytała coś , co wydarzyło się parę lat temu w rzeczywistym świecie, a nie zostało wykreowane przez umysł autorki. Kolejnym dużym plusem może być też poruszenie trudnego tematu dziecięcej traumy , po zobaczeniu czegoś , czego zobaczyć nie powinno. Dowiedziałam się czym tak naprawdę jest mutyzm wybiórczy i zaimponowało mi to, iż autorka też musiała trochę się o nim dowiedzieć, żeby przybliżyć czytelnikowi jego aspekty. "Chcę cię usłyszeć" to takie wszystko w jednym , także o dziwo książka, z której można nauczyć się czegoś z dziedziny psychologii !

Cóż, ale przyznajmy - obyczajówki rządzą się tym prawem, że choć minimalny wątek miłosny musi być. Ale , ale ! W tej książce jest go tyle , co powiedzmy sobie szczerze nic. Bo nie ma tu ckliwych wyznań, randek okraszonych wystawnymi kolacjami , pocałunkami i namiętnymi opisami. Miłość została sprowadzona do roli czegoś o wiele ważniejszego - spajania historii, wyjaśnienia tłoczących się tajemnic oraz jako wprowadzenie do kolejnej. W sumie miłością można też określić relację między Laurą, a córką - kobieta na nowo uczy się być matką, dostrzega jak ważna jest w życiu obecność obu rodziców i , że przełamanie barier czasem oznacza stanięcie z lękiem twarzą w twarz i wymyślaniu dobrych kłamstw, które później mogą mimo wszystko wyjść na dobre.

Podsumowując , "Chcę cię usłyszeć" to wspaniała i porywająca , zaskakująca i wciągająca książka, której autorka na pewno zasługuje na uznanie, jakie ma. Ja już teraz mam chętkę na kolejną powieść Chamberlain i na pewno się na jakąś skuszę, gdy tylko jakaś znajdzie się w mojej bibliotece ( cóż,te książki mają wzięcie i muszę czekać w dość długiej kolejce). Polecam zwłaszcza na teraz - na upalne dni pełne słońca. Wartka akcja , tajemnice teraźniejsze i te z przeszłości pozwolą wam zapomnieć o niemiłosiernie prażącym słońcu i ukażą historię inną niż wszystkie. I o dziwo powiem, że spodoba się każdemu - zarówno chłopakom (ze względu na intrygujące wstawki z szokującymi badaniami) oraz dziewczynom ( ze względu na zagmatwaną miłość macierzyńską i problemy, z którymi kiedyś może borykać się każda z nas). Polecam !


★★★★★
Tytuł Oryginału-Breaking the Silence
Liczba Stron-456
Gatunek - Literatura współczesna/obyczajowe

11 czerwca 2016

#108 Magonia - Maria Dahvana Headley

Aza Ray Boyle topi się w powietrzu. Od dzieciństwa cierpi na tajemniczą chorobę płuc, z którą ciężko jest oddychać, mówić – w ogóle żyć. Kiedy więc Aza zauważa statek na niebie, jej rodzina przypisuje to skutkom ubocznym zażywania leków. Aza jednak nie wierzy, by była to halucynacja. Słyszy ze statku głos wzywający ją po imieniu.
Tylko jej przyjaciel, Jason, słucha. Jason, na którego zawsze może liczyć. Jason, do którego chyba czuje coś więcej niż przyjaźń. Ale zanim Aza ma okazję poważniej się nad tym zastanowić, dzieje się coś strasznego. Aza odchodzi z naszego świata, by znaleźć się w innym.
Magonia.
Ponad chmurami, w krainie statków handlowych, Aza nie jest już tą słabą, umierającą istotą, którą była wcześniej. W Magonii po raz pierwszy swobodnie oddycha. Co więcej, ma potężną moc – lecz gdy już zaczyna panować nad swoim życiem, odkrywa, że zbliża się wojna między Magonią a Ziemią. W jej rękach spoczywa los całej ludzkości – i chłopca, który ją kocha. Po której stronie opowie się Aza?

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę tej książki pomyślałam - o mój Boziu , cudo ! Wzięłam ją w bibliotece do do dłoni i przeczytałam opis i naszły mnie takie refleksje - okej, kolejna młodzieżówka mieszająca fantastykę z odrobiną dystopii i romansu , pewnie nic specjalnego. Przeczytam, bo nie jest gruba i mimo wszystko mnie ciekawi. I wiecie co? Po raz pierwszy w swojej karierze czytelnika przeżyłam tak pozytywne zaskoczenie. Ta książka przeniosła mnie do zupełnie innego świata - to było jak powrót do zadymionego pokoju pełnego opowieści. "Magonia" rozsiała wokół siebie magiczną atmosferę sprawiając, iż miałam wrażenie czytania starej baśni w nowym wydaniu. Przeurocza i delikatna pozwoliła mi zaczerpnąć tchu i poznać zupełnie nowy język i rodzaj pisania, lekki jak pióro na okładce.

Już pierwszy rozdział porwał mnie całą do rzeczywistości książki. Wspaniale poprowadzona narracja sarkastycznej i zdystansowanej do siebie dziewczyny chorującej na nieuleczalną chorobę, która powinna kompletnie ją zdołować. Uwielbiam takie bohaterki - mocne, a przy tym posiadające swoje własne, skryte uczucia. I jeszcze to imię - Aza. Oryginalność stuprocentowa. Jak dla mnie jest to wzorcowo skrojona postać wiodąca , niejednoznaczna , którą raz się kocha, raz nienawidzi. Headley mistrzowsko gra na naszych uczuciach poprzez nie tylko nostalgię powieści, ale też przez różnorodnych i dopracowanych bohaterów, którzy nie zawszą są tylko czarni lub tylko biali. "Magonia" to idealny przykład pogłębionej analizy psychologicznej postaci - zmusza czytelnika do analizy postępowań ,aby koniec końców zmienić jego nastawienie do danego bohatera o sto osiemdziesiąt stopni.

Czasem nawet śmierć nie kończy cierpienia.
Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu jakim posłużyła się autorka przy kreowaniu jakże barwnego, a przy tym okrutnego świata "Magonii". Pełen fantastycznych stworzeń i zdarzeń rodem z baśni uosabia paletę ludzkich cech oraz naszych własnych problemów , większych i mniejszych - od porzucenia dziecka dla lepszego dobra po głód na świecie. Chyba jeszcze nie spotkałam się z książką młodzieżową, która ubrałaby w taką przenośnię jak zrobiła to Maria trudny temat braku żywności w biedniejszych częściach świta. Poprzez ptasią hierarchię ukazała nam tę okropną i wciąż aktualną kwestię w nieco delikatniejszej wersji. 

Śmierć to taki Święty Mikołaj w świecie dorosłych, tyle że na odwrót.
Co najciekawsze, a zarazem dające największy plus "Magonii" , styl pisania nie przypomina mi żadnego innego autora. Maria Dahvana Headley wykreowała nie tylko wspaniale oryginalny świat ptako-ludzi , ale też własny charakter pisarski , pełen melancholii i fantastyki. Z wielką przyjemnością i lekkością czyta się o świecie pogrążonym w chmurach i nawet pomimo panujących w nim wojen i konfliktów pozostaje on owiany osobliwą atmosferą , w której czytelnik oddziela się od tego, co go otacza i zdaje się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. 

Lubię niebo. Ma w sobie taką racjonalność, jakiej brakuje mi w życiu.
Nawet wątek miłosny został w tej książce świetnie zrealizowany. Idealny przykład wiary w serce, a nie rozum. Bo czy warto zaprzestać wierzyć w marzenia, nawet gdy obiekt naszych marzeń znika? Jason, przyjaciel Azy pokaże nam, że nie. Jestem zauroczona tym chłopakiem , dopisuję ją do mojej listy książkowych miłości. Niewyidealizowany (jak zresztą każda postać), naturalny, a przy tym tak niecodzienny, że chciałoby się go wyciągnąć ze stron i utulić. Tak też jest w przypadku innych postaci-za swoimi oryginalnymi osobowościami skrywają cienie przeszłości, pełne bólu i głodu. Ileż ludzi dziś jest w podobnej sytuacji?

Podsumowując, "Magonia" to książka pełna niezwykłości i ukrytych przenośni, melancholijna i eteryczna. Po jej skończeniu na myśl pierwsza przyszła mi scena otwierania starej księgi i zdmuchiwania z niej kurzu. Baśniowa atmosfera napisana w podniebnym królestwie statków prowadzonych przez ludzi-ptaków to oryginalny pomysł z potencjałem, który autorka w pełni wykorzystała. Ja jestem zachwycona tą książką , nie podejrzewałam czegoś tak wspaniałego. Czuję się otulona dzieciństwem w nowym wydaniu i z niecierpliwością czekam na kolejną część, którą na pewno kupię na swoją półkę. Polecam z całego serca !

★★★★★
Tytuł Oryginału-Magonia
Liczba Stron-320
Gatunek - Literatura młodzieżowa/fantasy

Będę teraz dodawać rysunki albo zdjęcia - spodobały mi się możliwości jakie daje aparat :).


27 maja 2016

#107 Wszechświat kontra Alex Woods-Gavin Extence

(Nowy aparat = nowa jakość zdjęć)

Pewnej deszczowej nocy celnik zatrzymuje poszukiwanego Alexa Woodsa. W jego samochodzie znajduje kilogram marihuany, sporą ilość gotówki i… urnę z ludzkimi prochami. Nie pierwszy raz chłopak trafia na czołówki gazet — od czasu, gdy przed laty uderzył w niego meteoryt, zna go każdy. Właśnie tak rozpoczyna się znakomita debiutancka powieść Gavina Extence’a, nagrodzona w plebiscytach Amazon Best Book oraz Writers’ Guild Best Book.

Wydawać by się mogło, że w życiu Alexa Woodsa wyczerpał się już limit niespodzianek. I chociaż matka tarocistka oraz wypadek z udziałem spadającego meteorytu stanowią spory bagaż doświadczeń, prawdziwym zwrotem w jego życiu okazało się przypadkowe spotkanie pana Petersona…

Ta książka wpadła w mojej dłonie zupełnie przypadkowo. Przechadzałam się po bibliotece i tak jakoś rzucił mi się w oczy jej długi tytuł. Wiem, że kiedyś już gdzieś o niej słyszałam i w tamtym momencie postanowiłam ją wypożyczyć , choć w dłoniach miałam już pięć innych lektur , ze względu na jej niewielką objętość. Opis "Alexa" jest jednym z lepszych jakie moim zdaniem zostały stworzone - osobliwy , nie zdradzający za wiele z treści , a przy tym ciekawy. Po powrocie do domu zaparzyłam sobie kawusię i zabrałam się za nią. Nie miałam co do tej książki zbyt wygórowanych oczekiwać (mimo pochlebstw na okładce) - i muszę stwierdzić , że "Wszechświat kontra Alex Woods" to jedna z lepszych pozycji jakie w ostatnim czasie udało mi się pochłonąć.

15 kwietnia 2016

#103 Hopeless-Coleen Hoover

Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

O tej książce nasłuchałam się miliony ochów i achów od moich znajomych jak i od wielu internautów siedzących w książkowej sferze. Miałam ją na oku , potem coś mi wypadło, zapomniałam o niej ... i dopiero niedawno przypomniała mi o niej przyjaciółka. Przyleciała rano do szkoły zaaferowana (budząc mnie przy tym , a musicie wiedzieć , że zmuszona jestem przez autobus być w szkole o 7:00, nawet jak mam na 9:30...życie plastyka jest trudne) i wcisnęła mi - dosłownie - tę książkę do rąk i powiedziała , że mam trzy dni na jej przeczytanie , bo tyle jest w stanie wyczekać na to , aby ze mną podyskutować. Z westchnieniem odparłam , że to zrobię, choć w plecaku czekał na mnie wtedy "Fałszywy Książę". I tak zabrałam się za powieść , która miała być wspaniała i doprowadzająca do łez... a jak to było naprawdę?

1 lutego 2016

#95 Na granicy zmysłów - Przemek Kossakowski

(Rysunek jest mojego autorstwa, jednakże nie mam nic przeciwko jego kopiowaniu i używaniu, pod warunkiem , że napiszesz skąd on pochodzi.)
Zakopywano go w grobie, obkładano wnętrznościami barana, podcinano mu język, wmawiano choroby i nieślubne dzieci. Rzucano na niego klątwy i odprawiano egzorcyzmy nad jego autem.
Kossakowski dotarł do granicy zmysłów. Teraz zabiera nas w podróż w głąb swojego ciała i umysłu poddawanych szaleństwu znachorów z Ukrainy, Rosji, Bałkanów i Polski. Tego nie mogła uchwycić telewizyjna kamera.[opis z lubimyczytac.pl]

Jestem wielką miłośniczką wszystkich programów Przemka Kossakowskiego ( szósty zmysł , inicjacja , nieoczywiste ) i nawet jak lecą powtórki to je oglądam :) . Także jak tylko dowiedziałam się , że napisał on książkę popędziłam do biblioteki bez czytania nawet o czym jest. Wypożyczyłam i zaczęłam czytać. I powiem , że spodziewałam się czegoś innego , a w zamian dostałam coś lepszego. Przewidywałam jakieś sprawozdania z tego , co nie można było pokazać telewizji i przemyślenia autora co do minionych wydarzeń , których nie zdradził nam w programie . Ponadto dzięki tej książce dowiedziałam się , że Przemek Kossakowski maluje obrazy , a na dodatek ma wykształcenie plastyczne i miał być nauczycielem przedmiotów artystycznych ! Myślę , że to , iż ja także uczęszczam do szkoły plastycznej pozwoliło mi tak wczuć się w tę książkę i w towarzyszącą ją dziwną aurę tajemniczości , jaka towarzyszy mi osobiście za każdym razem gdy zaczynam rysować bądź malować. Poniżej przykłady jego twórczości ( ja osobiście gustuję w takiej przemyślanej i czytelnej abstrakcji ) :


Przyznam , że pierwsze rozdziały , a właściwie pierwsza część , gdzie Kossakowski ukazuje nam to jak zaczęła się jego kariera były trochę zagmatwane i czasem trudne do zrozumienia , ale to co się później dało w dwustu procentach wyparło to małe zamieszanie. Mamy szansę poznać bliżej naturalne sposoby leczenia stosowane przez wróżki , szamanów i inne dziwy ,a przy tym zagłębić się w uczuciach im towarzyszącym dzięki świetnemu językowi jakim posługuje się autor. Czasem miałam wrażenia , że zagłębiam się w taką trochę prywatną sferę Przemka Kossakowskiego , gdyż pisze w bardzo szczegółowy , osobisty i niespotykany sposób. 

Sądzę, że dobrze nie mieć zbyt wielu oczekiwań, wyobrażeń. Życie zawsze się z nimi rozmija, a my nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować. Nie wiedzieć skąd, jest w człowieku roszczenie, że musi być tak, jak on chce. Kiedy jest inaczej, traktuje to jako zawód, nawet jeżeli to, co się wydarzyło, jest lepsze niż to, co zaprojektował. Oczekiwania. Oczekiwania i roszczenia.
Po tej książce mogę już śmiało mówić , że Przemek Kossakowski to niezwykle mądry człowiek . Jest tu tyle życiowych cytatów i porad , że nie nadążałam z zapisywaniem ich w moim cytatowniku. Naprawdę , miałam wrażenie , że z reportażu o niezwykłych sposobach leczenia przenosimy się do świata pełnego sprzecznych emocji i przeżywania czegoś , co na zawsze zmienia jednostkę. Podczas lektury targały mną najróżniejsze emocje - od niezrozumienia , przez oburzenie , po zastanowienie się nad tym , że tak naprawdę nic nie wiem o świecie. Co z tego , ze znam gdzie leżą państwa i ich stolice ? Nie mam pojęcia co dzieje się w posiadłości Matuszek czy w przedziwnej sali do urynoterapii , o których w Polsce się nie mówi , a nawet się o nich nie wie. Podziwiam Przemka za to co robi i na co się zdobywa. Ja osobiście chyba nie podołałabym temu wszystkiemu , gdyż jak dla mnie takie spotkania potrafią po prostu zmienić wszystko , zniszczyć w nas jakąś cząstkę i wybudować coś , przez co już nie spojrzymy na świat tak jak dawniej. Czasem może i jest to dobre , ale czy warto wyzwalać swoją duszę , tylko po to , aby wyleczyć się z nieznanej nam wcześniej choroby i żeby wyraźniej widzieć deszcz? Dla mnie to za dużo.

Główny szaman Ułan Ude potraktował nas z życzliwością i zrozumieniem. Mówił, jak dobrą rzeczą jest, że pragniemy zrozumienia zjawisk, jakie nie mieszczą się w obrębie naszej kultury. Że szczególnie my, Europejczycy, z aroganckim imperatywem narzucania innym swojej wizji świata, powinniśmy podjąć próbę chociaż zrozumienia, że ten świat ani nie jest taki, jak go sobie wyobrażamy, ani nigdy nie będzie taki, jakim byśmy życzyli go sobie widzieć.
Cały zamysł książki sprowadza się do ostatniej części , gdzie po prostu dostałam taki atak emocji i miałam tyle przemyśleń po każdym rozdziale , że łapałam się na siedzeniu i patrzeniu tępo w ścianę . Już dawno żadna książka nie wywołała u mnie tak dziwnej reakcji . Smutno mi było kończyć przygodę z "Na granicy zmysłów" , ale jednocześnie czułam się niezwykle usatysfakcjonowana tym , co dostałam. Jest to pozycja zaplanowana od początku do końca i zrealizowana w każdym najmniejszym szczególe. Ponadto muszę pochwalić Wydawnictwo Otwarte za piękne wydanie - zarówno okładka jak i wnętrze są dla oka przyjemne. Zresztą , Wydawnictwo Otwarte jak dla mnie najlepiej realizuje oprawy graficzne swoich nakładów. Tak więc prócz wspaniałego czasu z lekturą można też nacieszyć wzrok :) . 

Podsumowując , "Na granicy zmysłów" to świetna książka , która nieco zmienia zdanie o naszej własnej mądrości. Otwiera oczy na to nieznane , kontrowersyjne czy po prostu niemożliwe. Dzięki tej książce poznałam zupełnie inny świat , rządzący się swoimi prawami , gdzie duchy siedzą w kołach samochodu , a zwierzęta są naszymi duchowymi odpowiednikami. Jak dla mnie jest to wspaniałe uzupełnienie dla programów i idealna książka dla osób poszukujących literatury nieco poważniejszej i innej od reszty. Potrzeba trochę zrozumienia i skupienia do jej przeczytania , ale warto. Przecież Przemek udowadnia , że nie ma rzeczy niemożliwych.

★★★★★
Tytuł Oryginału-Na granicy zmysłów
Liczba Stron-403
Gatunek - literatura współczesna

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.