Sieć. Wspaniałe miejsce, lekarstwo na samotność, remedium na lęki. Co stałoby się, gdybyśmy mogli dzielić odczucia, emocje, wiedzę? Czy oznaczałoby to pokój i harmonię? A może rojowisko stałoby się bronią zdolną doprowadzić do zagłady ludzkości? "Black*Out" to znakomity thriller wielokrotnie nagradzanego niemieckiego pisarza Andreasa Eschbacha, opowieść o postępie, hipersieci i niebezpieczeństwie utraty tożsamości.
Pustynne tereny Nevady. Christopher Kidd ucieka. Towarzyszy mu rodzeństwo, które na zapomnianych przez Boga i ludzi terenach poszukuje ukrywającego się przed rządem ojca. Dla nich Christopher jest jedynie zręcznym hakerem, który może wyczyścić rejestry FBI i zwrócić wolność ich rodzinie. Jednak prawda jest o wiele bardziej skomplikowana.
Christopher od zawsze miał talent, nie zawsze jednak wykorzystywał go w słusznych celach. Kiedyś dopuścił się wybryku, który ściągnął na niego uwagę pewnej grupy ludzi. Christopherowi udało się wymknąć, wszedł jednak w posiadanie informacji, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego i stał się celem numer jeden potężnej organizacji.
Koherencja nie lubi niezakończonych spraw - zwłaszcza takich, które mogą zagrozić jej istnieniu.
Na książkę tę trafiłam zupełnie przypadkiem. Jakoś tak rzuciła mi się w oczy na półce z nowościami w bibliotece. BlackOut od razu skojarzył mi się z jakąś apokalipsą i choć może i jej nie dostałam , to książka okazała się ciekawa i dość oryginalna. Oczywiście , szału nie ma , ale też nie czuję się źle po jej lekturze. Lekko się ją czytało (czcionka duża, krótkie rozdziały) , a opisy ustępowały dosłownie lawinie akcji. Dosłownie ,cały czas coś się działo. Ze strony na stronę moje oczy coraz szybciej prześlizgiwały się po literach łaknąc dalszej historii. Skończyłam ją ekspresowo, zadowolona z tego co dostała. Ponadto zakończenie nie wpędza w błędne koło myśli o kolejnych tomach tylko pozostawia nutkę niedosytu z dużą dozą wystarczalności.

