Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2016

#121 Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender-Leslye Walton

Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego...

Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.

Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?

Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie... 


(Rysunek mojego autorstwa , ale nie mam nic przeciwko jego kopiowaniu pod warunkiem , że napiszesz skąd pochodzi )




Mam słabość do piór i ptasich motywów na okładkach książek, tak więc jak tylko zobaczyłam cudowną okładkę "Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender wiedziałam , że muszę ją wziąć. Ponadto była przyjemna w dotyku, coś na granicy materiału dżinsów i legginsów. Muszę się niestety przyznać, że niewiele wiedziałam o samej książce, ale nie przeszkadzało mi to , gdyż obiła mi się już kilka razy o uszy i nie przypominałam sobie, aby były to złe komentarze. Odczekała grzecznie w kolejce , aż w końcu się za nią zabrałam. I miałam dziwne wrażenie , że powtarza się to, co w przypadku "Magonii" , choć może nie w tak pochłaniającym moje rozmyślania stopniu - historia, mimo niezbyt rozwiniętej akcji, gdyż jest to raczej opowieść o kolejnych pokoleniach kobiet, w których życiu mężczyźni byli tylko dodatkami, posiada własną , melancholijną i klimatyczną otoczkę, która oplata czytelnika delikatnymi chmurami i unosi do zupełnie innego świata, świata dziewczyny o nakrapianych, brązowych skrzydłach.

Znowu on. Los. To słowo często towarzyszyło mi, kiedy byłam dzieckiem. Szeptał do mnie z ciemnych kątów pokoju w czasie samotnych nocy. Był pieśnią ptaków na wiosnę i wołaniem wiatru w nagich gałęziach zimowego popołudnia. Los. Zarówno moja udręka, jak i pociecha. Mój towarzysz i moja klatka.

Tytułowa Ava jest narratorką, jednak nie poznajemy od razu jej historii. Przedstawia tylko kilka faktów - posiada skrzydła i niemniej osobliwego bliźniaka, bezskrzydłego, ale zamkniętego we własnym umyśle. Ava opowiada nam o swojej babci, której rodzeństwo umarło bardzo młodo, każde w dość... osobliwy sposób. To właśnie ta kobieta stanowi podwaliny całej fabuły, moment w którym wybiera miłość bez wzajemności otwiera drzwi do opisu życia matki Avy. Czytelnik ma wrażenie, że na kobiety z rodziny Lavender spadła klątwa i tylko czeka na kolejne nieprawdopodobieństwa. takie jak niezwykłe dary postaci oraz mieszanie się fantazji z rzeczywistością. Ava o sobie zaczyna mówić gdzieś w połowie książki, przedstawia obraz osoby odseparowanej od społeczeństwa przez doświadczoną w sprawach reakcji społeczeństwa na inność matkę. Dziewczyna mimo wszystko posiada przyjaciół - rodzeństwo z domu naprzeciw. To oni właśnie wyrywają Avę z jej skorupy, otwierają jej skrzydła i pokazują, że inność nie jest taka zła. Ale w tym małym buncie Avy kryje się też mroczniejsza strona, w której to niestety ujawnia się racja jej matki. Do miasta przyjeżdża pewien młody i przystojny mężczyzna, którego podsyca chora pasja do uskrzydlonej dziewczyny, którą ciekawi uroczy i ku jej nieświadomości , niebezpieczny lokator...

To, że miłość nie wygląda tak, jakbyś tego chciała, nie znaczy, że jej wokół ciebie nie ma.

"Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to na pewno książka niepowtarzalna i oryginalna w każdym calu. Autorka stworzyła przepiękną historię pokoleń naznaczonych przez życie, ale silnych kobiet, które radził sobie z każdym problemem. W nieco skomplikowany, ale pomysłowy i przemyślany sposób Walton ukazuje ludzkie problemy , wady w przenośny sposób. Pogodzenie się ze zmianami, uzależnienia, trudy macierzyństwa, pierwsze zauroczenie , nieodwzajemniona miłość... znajdziecie tu dosłownie wszystko, choć większość wątków krąży wokół miłości, niekoniecznie pięknej i z "happy endem". Tak naprawdę opowieść Avy jest okropna, mroczna, tajemnicza i pełna okropieństw oraz rozczarowań, ale celowo napisana w ten klimatyczny , jak ja to określam "pastelowy" sposób, czytelnik przez to odczuwa ciężar tego co przeczytał dopiero po jakimś czasie, gdy nadchodzi zrozumienie, że za tą chmurkową i delikatną otoczką kryją się duchy z przeszłości i niekoniecznie przyjemne sekrety.

Dla wielu byłam wcieleniem mitu, uosobieniem najwspanialszej legendy i baśni. Inni uważali mnie za zmutowanego potwora. Ku mojemu nieszczęściu raz zostałam wzięta za anioła. Dla matki byłam wszystkim, dla ojca nikim. Babcia każdego dnia widziała we mnie wspomnienie ukochanych osób, które od niej odeszły. Ale ja znałam prawdę - głęboko w sercu zawsze to wiedziałam.
Byłam po prostu zwykłą dziewczyną.

Książka Leslye Walton zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie - mimo leniwego początku i małej ilości akcji jest to dobrze napisana , przemyślana i zaskakująca pozycja. Niby mamy do czynienia z dziewczyną ze skrzydłami , która posiada bliźniaka, który mówi niezrozumiałe, pojedyncze słowa, a tak naprawdę autorka nie skupiła się na jej opowieści, a na całym stworzonym przez siebie świecie, pełnym intrygujących i różnorodnych postaci uosabiających najróżniejsze ludzkie charaktery i cechy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, każdy odkryje wątek poboczny, z którym się uosobi. Na Avie skupimy się tak naprawdę na końcu , kiedy to wszystko, co dotychczas przedstawiła autorka połączy się i stworzy zakończenie, którego na pewno nikt się nie będzie spodziewał, ja przynajmniej byłam naprawdę zszokowana i zaintrygowana na tyle, że jeszcze raz studiując całą historię, zrozumiałam więcej prawdy , jaką chciała nam przekazać Leslye Walton, niżbym oczekiwała pierwszy raz biorąc tę książkę do ręki. 

Podsumowując, "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to opowieść o okrucieństwach i niezrozumieniu wobec inności napisana niespodziewanie pięknym jak dla poruszanych w niej tematów językiem. Przeniesiecie się na chwilę do innego świata, popadniecie w swego rodzaju trans, gdzie rzeczywistość przestaje mieć znaczenie, a wszelkie nieprawdopodobieństwa, w które ciężko byłoby nam uwierzyć stają się prawdopodobne w miarę rozwijania się historii. Nie spodziewajcie się książki napakowanej akcją , gdyż jest to bardziej kronika rodzinna, pełna imion , historii miłosnych, niezwykłych darów , duchów przeszłości i uskrzydlonych dziewczyn, w której Ava wcale nie gra takich oczywistych pierwszych skrzypiec. Jest to też swoista przenośnia ludzkich problemów , które autorka opisuje poprzez gamę postaci. Dla mnie była to przyjemna i lekka lektura, której waga spada na czytelnika dopiero po jakimś czasie. Polecam, koniecznie zaparzcie sobie przy niej herbatę !


★★★★★★
Tytuł Oryginału-The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Liczba Stron-299
Gatunek - Literatura Współczesna

15 kwietnia 2016

#103 Hopeless-Coleen Hoover

Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

O tej książce nasłuchałam się miliony ochów i achów od moich znajomych jak i od wielu internautów siedzących w książkowej sferze. Miałam ją na oku , potem coś mi wypadło, zapomniałam o niej ... i dopiero niedawno przypomniała mi o niej przyjaciółka. Przyleciała rano do szkoły zaaferowana (budząc mnie przy tym , a musicie wiedzieć , że zmuszona jestem przez autobus być w szkole o 7:00, nawet jak mam na 9:30...życie plastyka jest trudne) i wcisnęła mi - dosłownie - tę książkę do rąk i powiedziała , że mam trzy dni na jej przeczytanie , bo tyle jest w stanie wyczekać na to , aby ze mną podyskutować. Z westchnieniem odparłam , że to zrobię, choć w plecaku czekał na mnie wtedy "Fałszywy Książę". I tak zabrałam się za powieść , która miała być wspaniała i doprowadzająca do łez... a jak to było naprawdę?

10 stycznia 2016

#91 Black Ice - Becca Fitzpatrick

(Rysunek jest mojego autorstwa, jednakże nie mam nic przeciwko jego kopiowaniu i używaniu, pod warunkiem , że napiszesz skąd on pochodzi.)

Nie daj się zwieść pozorom!
Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór.
Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót…[opis s tyłu książki]

Jakiś rok temu zapoznałam się z inną pozycją tej autorki , a mianowicie "Szeptem". Cóż , muszę przyznać , że niespecjalnie mi się podobała i w sumie nie pamiętam nawet o czym dokładnie była. Nie kontynuowałam przygody z tą autorką do momentu , w którym będąc w księgarni nie spojrzałam na okładkę  "Black Ice". Piękne , brązowe oczy mężczyzny w śniegu patrzyły na mnie mówiąc - kup mnie, kup mnie ! No i kupiłam. Książka jakiś czas stała u mnie na półce , gdyż musiałam się zebrać w sobie do tej autorki. I teraz bardzo dużo czytelników mnie znienawidzi . Moje zdanie po lekturze "Black Ice" się nie zmienia - w moim mniemaniu Becca Fitzpatrick nie należy do wybitnych autorek , które piszą takie "przeciętne" książki , lekkie z niezbyt zagmatwaną fabułą i jednym i nudnie powielanym wątkiem - miłość zawsze zwycięża.

Niech cię piekło pochłonie!- Wybacz kochanie, ale już w nim jesteśmy.

Opisy na okładkach obiecały mi mrożący krew w żyłach thriller  . A dostałam ... hmmm ... trochę zagmatwaną i przewidywalną historię miłosną , dla której motyw porwania i trudnych warunków śnieżycy są tylko tłem. Nie czytało się tego źle , ale spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mam teraz wrażenie , że ten zakup opłacił się pod tym względem , że książka pięknie prezentuje się teraz na półce. Pomogła mi też nieco się "odmóżdżyć" po ostatnich książkach jakie przeczytałam , mocnych i zapadających w pamięć. Szybko się przez nią przechodzi , jak przez pasy na jezdni. Nie zostawia w czytelniki takiej pustki charakteryzującej naprawdę dobre książki , ale mimo to "Black Ice" ma w sobie parę plusów.

Jednym z nich jest na pewno okładkowy Mason ( czy aby na pewno? ) . Autorka postarała się i cały wątek z nim i zemstą za śmierć siostry został świetnie zobrazowany za pomocą słów ( to możliwe ) . Czarujący , przystojny i samodzielny chłopak - który o dziwo zakochuje się w Britt , kto by się podziewał - może zawrócić w głowie. Był chyba najmniej szarą i bezpłciową postacią w całej książce. Myślę , że gdyby to on był narratorem , a nie Britt to odniosłaby ona większy sukces , gdyż jego historia była po prostu ciekawsza i nienacechowana wzdychaniem i miłosnymi rozterkami pustej dziewczyny, która nagle przemienia się w mistrzynię przetrwania ! Oj ani Fitzpatrick... nie zdołała pani zakraść się do mojego serca swoją literaturą.

Mówią, że kiedy umierasz, całe życie przebiega ci przed oczami. Nikt nie mówi jednak o tym, że kiedy patrzysz, jak umiera osoba, którą kiedyś kochałeś, doświadczenie to jest podwójnie bolesne, ponieważ przeżywasz na nowo dwa życia, które niegdyś podążały tą samą drogą.
Mimo iż ten thriller jest mało "thrillerowaty" to osadzenie wątku porwania , trudnej przeszłości i tych nieszczęsnym miłosnych rozterek głównej bohaterki nadało mu klimatu . Przyjemnie było przeczytać coś , co tak naprawdę nie ma zbyt dużej palety jeśli chodzi o miejsca akcji. Góry , śnieg , raptem trzy domki i przystojny chłopak. I co teraz ? Porwanie, zabójstwo i niedorzeczna miłość. Idealny przepis na dzisiejszego młodzieżowego "przeciętniaka" , przy którym rozklejają się gimnazjalistki. Przyznaję , że gdybym czytała ją np. trzy lata temu pewnie też byłabym jedną z  nich. Jednakże dziś znam wartość jaką powinny mieć książki - "Black Ice" ma jej trochę, ale nie na tyle , aby pozostać w mojej głowie jako wspaniale napisana historia. To jedna z tych książek , przy których ma się wrażenie , że autorka pisała ją będąc wielce zakochaną. I chwalić za to pana ! Świat potrzebuje miłości , ale do jasnej ciasnej , nie aż tyle , żeby thriller zamienić w trochę niedorzeczny romans . Bo powiedzmy sobie szczerze - która z dziewczyn całuje się z chłopakiem po dwóch dniach znajomości nie licząc księżniczek disney'a ?

Muszę jednak pogratulować autorce dość sprytnego wplecenia trudnego tematu wpływu wychowania na to.jakie w przyszłości będzie dziecko , w treść książki. Postać Calvina idealnie ukazuje , że przemoc nie musi być fizyczna - wystarczy ta psychiczna. To kolejna historia w "Black Ice" , która wyciągnięta i rozpisana mogłaby być dobra. Co do samej Britt - ona też się zmnieniła , ale jakoś niespecjalnie się do niej przywiązałam. Bardziej polubiłam postacie poboczne i drugoplanowe , oderwane od narratorki. Chyba nawet nie zauważyłabym , gdyby Britt nagle zabrakło - książkę kontynuowałam ze względu na innych bohaterów i to oni zdecydowali , że mimo wszystko książka nie jest taka zła.

Podsumowując , "Black Ice" to książka balansująca na granicy dobrego thrilleru i banalnego romansu. Nie jest to zła książka - dobra na odpoczynek po mocnych książkach oraz w momentach , gdy nie mamy pod ręką nic zaplanowanego. Polubicie bohaterów , ale może nieszczególnie Britt , które mi do gustu nie przypadła. Nie przekonałam się wciąż do twórczości pani Fitzpatrick , ale mam nadzieję , że za sprawą jej kolejnej książki , może lepszej , to się zmieni. Mimo iż nie poczułam powiewu zimy z książki to polecam ją na mroźne , zimowe wieczory przy herbacie. Lekka i przeciętna lekturka . 
★★★★★★
Tytuł Oryginału-Black Ice
Liczba Stron-400
Gatunek - Thriller młodzieżowy ( i trochę romansu )

25 października 2015

#74 Zostań jeśli kochasz-Gayle Forman

Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. "Zostań, jeśli kochasz" opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać.[opis z tyłu książki]

W sumie nie wiem co do końca mam sądzić o tej książce. Niby to taki nietuzinkowy romans podjeżdżający stylem trochę pod Greena, ale jednak jakiś taki niczym spektakularnym się nie wyróżniający. To dobra książka dla złaknionych odskoczni w postaci powieści miłosnej, ale zaliczyć jej do mega utworów poruszających do głębi i coś w nas zmieniających zaliczyć nie mogę. Dobrze mi się ją czytało, nie żałuję lektury, ale niespecjalnie szaleję na jej punkcie. To chyba jedna z tych pozycji, których bohaterów za rok nie będę pamiętać.

Najbardziej spodobało mi się przedstawienie osoby zawieszonej w świecie śpiączki. Gayle Forman posłużyła się stwierdzeniem, że tacy ludzie słyszą co się do nich mówi i przedstawiła to w dość osobliwy sposób. Mia widzi jest oderwana od swojego ciała, może obserwować swoich bliskich i ich zmagania z okropną tragedia, ale nie może znacząco wpłynąć na rzeczywistość. Zaczyna przypominać sobie rozterki i szczęścia swojego życia, co pozwala jej je docenić. 

Moim zdaniem akcja była trochę monotonna, momentami nie kleiła się do kupy, a dialogi czasem wydawały się zbyt idealne i surrealistyczne. Mimo to było parę fragmentów wzruszających i zabawnych, które uratowały sytuację. Cały wydźwięk książki polegał na tym, że tym, dla czego żyjemy jest miłość. Poświęcamy się dla niej, jak Adam w wyznaniu nad łóżkiem Mii, rodzice Mii, którzy oddali wszystko dla swoich dzieci jak i sama Mia, która zdobyła się na wiele wyrzeczeń dla Adama. Może to i trochę ograne ckliwe, ale mimo wszystko prawdziwe i cała tragiczność sytuacji w jakiej znajduje się główna bohaterka sprowadza się właśnie do zrozumienia istoty miłości.

Podsumowując, "Zostań jeśli kochasz" jest może książką nieco naiwną i prostą, ale nie złą. Ma swoje wady i zalety, które mimo wszystko się równoważą. Polecam osobom poszukującym lektury szybkiej, na jedno posiedzenie np. w pociągu albo w deszczowy wieczór. Czy sięgnę po następny tom? Czas pokaże.

6+/10


24 października 2015

#73 Nienawiść-Jennifer Brown

Wyobraź sobie, że życzysz komuś śmierci i twoje pragnienie się spełnia. W dodatku zabójcą jest człowiek, którego kochasz.
Nick, chłopak Valerie, zaczął strzelać do uczniów w szkolnej stołówce. Dziewczyna, chcąc go powstrzymać, uratowała życie koleżance. A jednak oskarżono ją o współudział, ponieważ to ona wpadła na pomysł stworzenia listy ludzi, których oboje nienawidzili. Listy, według której Nick przeprowadził egzekucję. 
Teraz Valerie musi stawić czoło kolegom i wrócić do szkoły. 
Czy osoby przeznaczone do "odstrzału" kiedykolwiek jej wybaczą? I czy ona sama pogodzi się z rolą, jaką odegrała w masakrze?

Czasem w nasze dłonie trafia książka pozostawiająca coś, co na zawsze pozostanie powiązane tylko z nią. Czego nigdy nie poczujemy przy innej książce. Taki dziwny rodzaj zagnieżdżenia się w sercu,które pozostawia dziwną przestrzeń pełną przemyśleń,których nie można skleić w jedność. Tak mam właśnie w przypadku "Nienawiści" autorstwa Jennifer Brown. Nie potrafię ubrać w słowa tego, co teraz dzieję się w mojej głowie. Jest to opowieść trudnej tematyki, ale napisana w zupełnie inny sposób niż się spodziewałam. To bardziej pamiętnik dziewczyny zmagającej się z własną psychiką i powoli godzącą się z rzeczywistością. Trudność tej książki nie polega na problemie jaki porusza, ale na zrozumieniu jej w odpowiedni sposób.

Valerie jest postacią tak prawdziwą, że można pomyśleć, iż ona gdzieś żyje, naprawdę przeżyła masakrę, w której jej chłopak zabijał ludzi, a na koniec sam odebrał sobie życie. Tym co stara się pokazać w tej książce pani Brown jest możliwość wykaraskania się z każdego bagna. Val jest prześladowana przez to, że w nieświadomy sposób uczestniczyła w zbrodni, jej rodzice cały czas się kłócą i zdradzają, a jej najlepsi przyjaciele nie chcą mieć z nią nic wspólnego. A wszystko przez jedną listę znienawidzonych rzeczy do ostrzału,którą brała jako wyładowanie nienawiści swojej i swojego chłopaka, a nie swoisty plan na zemstę. Mimo wszystko w Valerie zachodzą niezwykłe zmiany spowodowane małymi uśmiechami losu takimi jak nietuzinkowy psychiatra czy nowa przyjaciółka, która kiedyś była na jej liście do odstrzału. Cóż, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Idealnie pokazana jest też tutaj naiwność ludzi. Wierzymy w to co serwują nam media i dokonujemy zbyt szybkich osądów. Tak było też w przypadku Valerie. Ludzie od razu nazywali ją morderczynią. Dopiero później zaczęli dostrzegać w niej coś więcej. Tak samo było z Nickiem. Val myślała, że wszystko co mówi nie ma znaczenia, że jest kochany i uczuciowy. To jednak nienawiść ukazuje nasze drugie oblicza. Nienawiść Nicka ukazała mordercę, nienawiść ludzi ukazała ich naiwność. Ludzie nienawidzili się, nienawidzą się i nienawidzić się będą. Możemy jednak naszą nienawiść w kreatywny sposób wykorzystywać, nie krzywdząc nikogo, co usiłuje nam przekazać przemiana Valerie.Interesuje mnie też postać Jessiki. Co musiało się stać, aby w końcu wyrosła ze swojej wyższości i chęci popularności. Ale mimo wszystko nigdy nie jest za późno. 

Podsumowując, "Nienawiść" to książka dla troszkę dojrzalszych czytelników, która wnosi coś w nasz sposób myślenia, zmienia postrzeganie niektórych osób. Polecam ją każdemu, kto nie lubi podejmować trudnych tematów w literaturze i kto lubi książki złożone psychologicznie. Myślę, że jest to książka, którą powinno się znać i żałuję, że tak mało osób o niej słyszało.Ostrzegam jednak, że jest to książka wymagająca skupienia, więc jeśli już ją zaczniecie, nie róbcie tygodniowych przerw.Polecam.

10/10

18 sierpnia 2015

#67 Toxic-Rachel van Dyken

Każdy kryje jakąś tajemnicę ... Gabe Hyde żyje na kredyt. Od czterech lat ukrywa swoją prawdziwą tożsamość przed światem, który niegdyś obsesyjnie go uwielbiał. Jeden niewłaściwy krok doprowadził go na skraj szaleństwa. krok, który na zawsze zmienił ścieżkę jego życia. Udawanie nie prowadzi do niczego dobrego, zwłaszcza, gdy grasz kogoś innego przed tymi, którym najbardziej na tobie zależy. Ale gdyby ktoś kiedyś odkrył prawdę, to nie jego życie stanęłoby pod znakiem zapytania – ale jej.
Saylor nie nienawidzi mężczyzn. Tylko Gabe’a. Ten lekkomyślny, beztroski, w czepku urodzony gość to prawdziwa sól w jej oku. Który sprawia tylko, że wszystko coraz bardziej się gmatwa. Niestety, jest takie miejsce, w którym ich spotkania są nieuniknione. Dom opieki. Gdyby tylko tak się nawzajem nie pociągali… Im bliżej są ze sobą, tym więcej pytań powstaje w Saylor. Bo Gabe coś ukrywa.
Co się stanie, gdy te dwa światy na siebie wpadną? Dwa światy, które nigdy nie powinny się spotkać? Czy on zniszczy wszystkich, których kocha? Czy w końcu uzyska odkupienie, o którym marzy od czterech lat?
Każdy kryje jakąś tajemnicę… a ty?[opis z lubimyczytać]


Sięgając po "Toxic" myślałam,że spotkam się z czymś wystrzałowym,a tymczasem było to samo co w przypadku "Utraty"-niby książka wzruszająca i poruszająca trudne tematy,ale jakaś taka...pospolita i ograna."Toxic" czyta się bardzo szybko,wciąga,a początki rozdziałów niekiedy rozbrajają. Mimo kilku wad można uznać,że ta książka to udana lektura,lekka historia opowiadająca o ludziach z trudną przeszłością,którzy mimo wszystko zachowali pewność siebie. Jestem nawet w stanie wybaczyć tę aurę idealnych bohaterów,bo...Gabe.Po prostu Gabe. On jest wytłumaczeniem,dlaczego ta książka zyskuje tyle fanek-przystojny mężczyzna,wytatuowany i tajemniczy. No jak tu się nie zakochać?

Wszyscy noszą maski. W różnych kształtach i rozmiarach. Jedyny problem z nakładaniem masek polega na tym, że tak dobrze się w nich czujemy. Jakże szybko uświadamiamy sobie, że nie musimy być tym, kim naprawdę jesteśmy. Jak łatwo przekonać samych siebie, że musimy ukryć to, jacy się urodziliśmy. To straszne, że lęk nie pozwala nam wypełnić naszego przeznaczenia. To piekło, gdy osoba, którą mieliśmy być, zostaje zastąpiona przez jakiegoś taniego oszusta.
Gabe ukrywa swoje prawdziwe ja. Zalicza dziewczyny jedna po drugiej. Gdy jednak pojawia się Saylor jego świat zmienia się nie do poznania. Urzekła mnie historia tej dwójki-ich zmaganie się ze światem,walka o lepsze jutro i radzenie sobie z codziennością,która nie rysuje się dla nich kolorowo. Może i niespecjalnie wzruszył mnie ich ból,bo czytałam już dużo tego typu książek,ale gdzieś w głębi budziły się we mnie uczucia każące im współczuć. Piękni,młodzi i zagubieni. Tak bym ich określiła.

Czasami trzeba walnąć głową w ziemię, zanim w końcu uświadomisz sobie, że droga nie jest w dół, a w górę.
Rachel van Dyken obrała bardzo podobny sposób pisania jak Jessica Sorensen-pisze książki,które niby nie są serią,ale bohaterów poznajemy w różnych częściach. Mi to w sumie pasuje-tam gdzie kończy się historia jednych zaczyna się historia drugich pozwalająca jednocześnie śledzić losy pierwszych.Wiem,trochę to zagmatwane. W każdym razie już czytając "Utratę" wiedziałam,że Gabe jest inny...jakiś taki wycofany i tajemniczy,a ja uwielbiam takie postacie,więc mimo lekkiego zawiedzenia się "Utratą" sięgnęłam po "Toxic",bo...Gabe.Kto czytał ten wie i rozumie.

Ale koniec z Gabe'm. Przejdźmy do Saylor. Od razu poczułam do niej sympatię-nieco pyskata dziewczyna uwielbiająca grać na pianinie,nosząca glany. Nie użalała się nad tym,że Gabe w głębi nie potrafi prawdziwie kochać-pomogła mu zmieniając go i będąc z nim w najgorszych chwilach swego życia. To w niej odnalazł miłość,której nie zaznał od bardzo dawna. Dostrzegła w nim coś więcej niż przystojniaka z tatuażami, do którego przylatują dziewczyny i same rozkładają nogi. Dostrzegła w nim wrażliwego chłopca ukrytego za maską odważnego mężczyzny.

Podsumowując,"Toxic" to nie jest może powalająca czy wybitna książka,ale warto poświęcić jej trochę czasu,gdyż na pewno ma w sobie jakiś urok,który jest w stanie nauczyć nas czegoś o miłości. Tej prawdziwej,która opiera się na oddaniu i zaufaniu. Lubię czasem sięgnąć po niezobowiązujący romans,który sprawi,że moje policzki zaczną się rumienić. Tak jest w przypadku "Toxic",gdyż jest w nim dużo miłości,ale niespecjalnie to przeszkadza,bo właśnie taka miała być w ostatecznym zamierzeniu ta książka.Polecam,jeśli chcecie na chwilę uwolnić się od fantastyki lub chcecie przy książce po prostu odpocząć.

6+/10

30 lipca 2015

#47 Namiętność - Lauren Kate

„W każdym życiu wybiorę ciebie. Tak, jak ty zawsze wybierałeś mnie. Na zawsze”.Luce była gotowa umrzeć dla Daniela. I to właśnie robiła. Raz za razem. Luce i Daniel stale odnajdywali się, po czym wkrótce zostawali boleśnie rozdzieleni – Luce umierała, a Daniel pozostawał samotny i nieszczęśliwy. Może wcale nie musi tak być...Luce jest pewna, że coś – lub ktoś – w jednym z jej wcześniejszych wcieleń może jej pomóc w obecnym. Dlatego wyrusza na najważniejszą podróż swojego życia... powraca w przeszłość, by na własne oczy zobaczyć swoje romanse z Danielem... i odnaleźć klucz, dzięki któremu ich miłość mogłaby przetrwać.Cam i legiony aniołów oraz Wygnańców rozpaczliwie pragną pochwycić Luce, lecz nikt bardziej gorączkowo niż Daniel. On goni za Luce przez ich wspólne przeszłości, przerażony tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zmieniła historię.Wtedy bowiem ich ponadczasowa miłość mogłaby zginąć... na zawsze.[opis z tyłu książki]

Swoją przygodę z tą serią zaczęłam zupełnie przypadkowo - zobaczyłam naprawdę fajną okładkę i opis i zaraz po lekturze "Upadłych" sięgnęłam po "Udrękę",a potem po "Namiętność". Naprawdę wciągnęłam się w te powieści , choć nie jest to ambitna literatura . To taka przyjemna książka z prostą i oryginalnie prowadzoną fabułą umilającą deszczowe i smutne wieczory . .Zdaję sobie sprawę, że nie jest to książka na miarę wyniosłych klasyków , ale lubię sobie odpocząć przy romansach tego właśnie typu,gdzie prócz rozbudowanego wątku miłosnego jest również miejsce na wiele tajemnic oraz akcji.

Ból ciała pozwala mi przynajmniej zapomnieć o cierpieniu duszy
W sumie nie mogę się do niczego przyczepić w tej książce - jak na razie jest to moim zdaniem najlepiej napisana część tej serii . Jest w niej najwięcej akcji i nieprzewidywalnych zwrotów i w sumie najmniej miłości . Jest tu pokazana droga jaką przebywa Luce stając się dojrzałą kobietą wyrastając z poczwarki zagubionej nastolatki . Poszukuje swojej osobowości w swoich poprzednich wcieleniach na nowo poznając Daniela za każdym razem gdy cofa się w czasie . W sumie dowiedziałam się nawet trochę na temat historii .

Każda moneta ma dwie strony.
Orzeł i reszka.
Światło i ciemność.
Dobro i ...
Może nie jest to moralistyczna książka dostarczająca Bóg wie ile życiowych prawd , ale można się z niej dowiedzieć czym jest prawdziwa miłość i poświęcenie w jej imię. Cóż , choć takich mężczyzn jak Daniel nie ma warto zatracić się w tym świecie , gdzie księżniczkę ratuje książę na białym koniu. Ale jeżeli chodzi o mnie to jestem kompletnie za Camem . Jak już wspominałam uwielbiam opryskliwe i wredne postacie , bo mają swój niepowtarzalny charakterek i są nieprzewidywalne. 

Ból ciała pozwala mi przynajmniej zapomnieć o cierpieniu duszy
Podsumowując , "Namiętność" to dobra kontynuacja "Upadłych" . Uważam jednak , że spodoba się raczej dziewczynom , gdyż jest w niej naprawdę dużo miłości . Jest to szybka i przyjemna lektura,którą czyta się w dosłownie jeden dzień . Była to dla mnie miła odskocznia i odpoczynek,gdyż nie musiałam po niej odreagować ani specjalnie myśleć nad bohaterami. To smaczna , ale nie pyszna pozycja na mojej półce .

7+/10

23 lipca 2015

#42 Eleonora i Park-Rainbow Rowell

Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.